• Kategoria: Felietony i komentarze
    • Odsłony: 2581

    Chociaż jeszcze na dobre nie rozpoczęły się prace na reformą kultury, to już dziś można stwierdzić z całą stanowczością, w jak opłakanym stanie ta kultura będzie. Rząd nie chce, abyśmy płacili abonamentu radiowo-telewizyjnego, bowiem pieniądze na działalność misyjną TVP mają pochodzić z budżetu państwa. Problem jednak w tym, że tych pieniędzy po prostu nie ma i nic nie wskazuje na to, że one się kiedykolwiek znajdą.

    • Kategoria: Felietony i komentarze
    • Odsłony: 2508

    No i zaczyna się to, czego można było się spodziewać, a w zasadzie obawiać. Ekonomista, Jerzy Hausner, kieruje zespołem, który przygotowuje reformę finansowania i zarządzania kulturą. Komuś się nie spodobało, że jeszcze w miarę normalnie funkcjonują placówki i instytucje kultury, że dzieci i młodzież mogą bez większych przeszkód korzystać z dóbr kultury. Dotyczy to głównie małych miast i miejscowości, w których niezbyt często goszczą artyści z pierwszych stron gazet i ekranów telewizorów. Tzw. domy kultury, świetlice i biblioteki najprawdopodobniej albo przestaną funkcjonować, albo dostaną się w łapy pazernych na robienie pieniędzy „pseudodziałaczy”. Zastanawiam się, co przyświeca reformatorom, skoro nie od dzisiaj wiadomo, że gdzie jak gdzie, ale na pewno nie w kulturze należy szukać oszczędności. Po roku 1989 to właśnie tutaj władze dokonały największych cięć finansowych, chcąc ratować swoje budżety. To tutaj dokonano likwidacji wielu zbędnych etatów, radykalnie zmieniono programy i statuty działania placówek i instytucji. A tu nagle co? Hausner chce oddać prawie wszystko w prywatne ręce, bo ma wizję, że „cały ten układ należy wytrącić z inercji". Panie Hausner, z jakiej inercji? Myślę, że z inercji należy wytrącić, ale Hausnera i cały ten jego zespół, który tak naprawdę dopiero będzie miał kontakt z kulturą, kiedy jakiś zdesperowany działacz kulturalny, zostawi ślad swojego buta, na szanownych „czterech literach” reformatorów.

    • Kategoria: Felietony i komentarze
    • Odsłony: 2758

    Drogi Piotrze!
    Siedzę nad Twoją książką „Poezja jest podarunkiem natury” (Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2008). W tle Andrea Bocelli z płyty „Sogno” (kupiłem wreszcie nowy sprzęt do dobrego słuchania) przypominający mi ubiegłoroczną Sycylię. Słuchaliśmy go do śniadania pod sycylijskim słońcem. Słońcem tak słonecznym, jak na okładce Twojej książki. To słońce, Piotrze, z rzuconym nań tytułem, nieziemskie słońce, już nad chmurami, właśnie tytułowi przeczy, Okładka Twojej książki raczej „mówi”, że poezja jest darem nieziemskim, choć przecież poeci, z którymi rozmawiasz, zanurzeni w ziemi, w życiu po łokcie.
    Książka wyczekana niezmiernie długo. Przecież rozmawialiśmy o niej cztery lata temu, że właśnie skończona, że tylko jedna rozmowa z Krzysztofem Gąsiorowskim (która ostatecznie się nie pojawiła), później wyczekana przez z natury rzeczy rozwlekłe sprawy wydawnicze. Książka wyczekana także przez moje gapiostwo, bo jak już mi ją zostawiłeś w ZLP na recepcji tuż przed Świętami, to o tym zapomniałem, A że ciągle coś tam leży i na kogoś czeka, to i trudno, aby nasi recepcjoniści nas pilnowali, jeśli sami się nie upomnimy. To wyczekiwania etap drugi. Etap trzeci był jednak najdłuższy. Nikt nie wie tego lepiej od Ciebie. Wszak książka to Twoje rozmowy z poetami sprzed bez mała ćwierćwiecza! Ale w końcu jest.

    • Kategoria: Felietony i komentarze
    • Odsłony: 2859

    Książki zawsze czytam p o c o ś. Owe „po coś” najczęściej obejmuje trzy sprawy. Najpierw ciekawość połączoną z przyjemnością. Tak, należę do wymierającego gatunku szczęśliwców, którzy chcąc sprawić sobie przyjemność sięgają po książkę. Tak jest i teraz. Siedzę w ogrodzie, przed tarasem, w Andrzejowie na Łęgu, godzina ósma, pierwszy maja. Nie muszę iść na pochód, uczczę robotnicze święto wysiłkiem oczu i szarych komórek. Adres internetowy podałem nie dla reklamy a z przyjemności. Jestem tu trzeci raz, zaraziłem tym miejscem dorosłą córkę. Miejsce magiczne! Dla przykładu – dziś wysłuchałem koncertu ptasiego radia. Trwał od 3-ciej do 5-tej rano, potem trochę się wyciszył, teraz na otwartej przestrzeni ogrodu też go słychać, tylko inaczej niż w membranie absolutnej ciszy pokoju na piętrze przez otwarte okno między 3-cią a 5-tą nad ranem. Teraz wiatr dodaje podkład a i słońce wtrąca swoje trzy grosze. Zdumiewa w tej ptasiej orkiestrze coś, co kiedyś usłyszałem w jakimś filmie: „harmonia natury – jej wzór jest przypadkowy. Wszystko, co nie jest harmonią rzuca się w oczy.” W tej sonacie, uwerturze, wstępie do dnia – zatytułujmy go ostatecznie i oficjalnie – „Od 3-ciej do 5-tej”, nie wyłapuję ani melodii, ani niepowtarzalnej jednorazowej improwizacji, słyszę w niej harmonię, coś, do czego nie zbliżą się najlepsze nawet nasze osiągnięcia muzyczne. Nadto te niespodziewane akcenty jak przed chwilą, gdy dołączyły głosy domowego ptactwa a na kartce, na której piszę przysiadł na dłuższą chwilę fruwający skrzat (dla botanika pewnie jakiś rozpoznawalny owad) niczym klucz wiolinowy na partyturze.

    • Kategoria: Felietony i komentarze
    • Odsłony: 4559

    Chodzi za mną ten problem „od zawsze”. Zacznijmy od cytatu z Fryderyka Chrystiana Hebbla: „poezja jest samobójstwem”, tym bardziej, że cytat ma swą historię. Przytacza go Różewicz w jednym ze swoich wierszy i przytoczenie to jest mocne, autentyczne, zasadne. Nieco później w książce o literaturze Harolda Blooma zatytułowanej „Lęk przed wpływem” znajduję myśl: „każdy wiersz jest próbą wymknięcia się śmierci’. Dodaję, już od siebie i dla precyzji: nieudaną, z gruntu nieudaną.
    W filozofii, na której ze względów zawodowych jakoś się znam, pojawiały się sformułowania: dojrzała świadomość śmierci, zrozumieć śmierć, śmierć jako ćwiczenie duchowe. Ale dlaczego wiersz i śmierć? Bo tu, tzn. w wierszu, śmierć lepiej się ujawnia. Nie w filozofii a właśnie w wierszu. Przyglądając się śmierci w opowieściach filozofów mam nieodparte wrażenie zupełnej bezradności choć przecież intelektualnie w swym zróżnicowaniu zarysowują oni przestrzeń możliwych aporii i - przynajmniej ja – nic tu więcej dodać nie jestem w stanie.

    • Kategoria: Felietony i komentarze
    • Odsłony: 3355

    Niedawno znajoma, która po blisko trzydziestu latach powróciła do Polski, zapytała mnie czym się różnią literaci od pisarzy? Literat jest chudy, pisarz ma brzuszek... - zaczęłam odpowiedź. - Nie wygłupiaj się! - usłyszałam - ja na poważnie. Kiedy jej wytłumaczyłam całą polityczna zawiłośc podziału, jej zdziwienie było wielkie. - To jak to? - dopytywała się - 56 ich nie podzielił, w 71 zostali, w 76 także, dopiero 83, właściwie już po wszystkim... bo można było... bez narażania się!
    - Właściwie to tak wygląda - odpowiedziałam.
    -To po co ty do nich należysz? Jedni i drudzy to ludzie bez kręgosłupa - bardziej stwierdziła, niż zapytała.

    • Kategoria: Felietony i komentarze
    • Odsłony: 3906

    Dzisiejszy ranek był niezwykle niespokojny. Już od momentu przebudzenia bez przerwy myślałem, o czym ma być felieton do lipcowego numeru „Gazety Kulturalnej”. Niestety, nie miałem żadnych pomysłów... Ten niepokój przerwał nagle telefon od Tadka Zawadowskiego: - Andrzej, Cugow nie żyje!... Dalsza rozmowa zupełnie nam nie wychodziła, więc nie ciągnęliśmy jej zbyt długo...
    Przecież jeszcze tydzień temu rozmawiałem z Tadziem. Był słaby, nie mógł trzymać telefonu, ale jeszcze tyle planował. Mieliśmy razem zrobić jego głośny przed wydaniem „Słownik moich przyjaciół”. Większą część wydrukowałem mu w cyklu „Świat jest... Cugowny”, który wymyśliłem mu w Wielką Sobotę, dwa lata temu... Dwa dni temu, telefon już milczał. Wieczorem dowiedziałem się od syna, że Tadzio leży na OIOM-ie...

    • Kategoria: Felietony i komentarze
    • Odsłony: 4132

    Mój przyjaciel, Tadeusz Kwiatkowski-Cugow, świetny poeta i organizator unikatowych Wigilii Poetów i Ułanów, niezwykle ludyczny człowiek, powiedział mi kiedyś podczas rozmowy: „Czy zastanawiałeś się, dlaczego obecnie nikt nie śpiewa o ułanach?”. Dzisiaj, wiele lat po tej rozmowie, i ja zastanawiam się, dlaczego tak się dzieje? I chociaż pieśni te mają długą i niezwykle bogatą tradycję, to jakoś dzisiaj nikogo nie pociągają. Czyżby już nikt nie był patriotą? Czy może pojęcie patriotyzmu uległo tak głębokim przewartościowaniom, że nikt nie zawraca sobie tym głowy?

    • Kategoria: Felietony i komentarze
    • Odsłony: 3777

    Czy po przeczytaniu książki można się wściec? Można i to bardzo. Tak stało się w przypadku encyklopedii „Literatura polska”, wydanej nakładem Wydawnictwa PWN. Odkąd wynaleziono druk, książki zawsze dzieliły się na te dobre, prawomyślne i te złe, niesłuszne, które trzeba wyrzucić, dać do przemiału, spalić... Od niepamiętnych czasów trwają dyskusje na temat politycznych, religijnych czy obyczajowych racji działań i zachowań, opisywanych w książkach.

    • Kategoria: Felietony i komentarze
    • Odsłony: 4238

    W maju 2007 roku byłem na jubileuszowym spotkaniu z dawnymi moimi uczniami, którzy zdali maturę w poznańskim technikum – w roku 1952. Trzydziestu chłopców ze stażem dziadków.
    To było wydarzenie ważne – posypały się wspomnienia, moc wzruszeń, porównań, także tęsknota za młodością. Nauczycielem byłem ponad czterdzieści lat i również dyrektorem szkoły. Zostały doświadczenia pedagogiczne. Rozległo się pytanie – jak było dawniej, jak jest teraz? Wymagania, obyczaje, moralność, honor, granice swobód, efekty pracy szkół, nastroje, oblicze barwnego życia, relacje między szkołą a domem, rodzicami uczniów i dyrektorem szkoły, a także władzami oświatowymi. Zmian było sporo.

Strona 7 z 8