Wywiady

Przemysław Szubartowicz - rozmowa z Krzysztofem Gąsiorowskim: Gdzieś milczą dobre wiersze

Krzysztof Gąsiorowski

Przemysław Szubartowicz: Dobre mamy czasy dla poezji?
Krzysztof Gąsiorowski: - Beznadziejne.
A to dlaczego?
- Nie wiem. Ale dzieje się coś strasznego. Przez całe wieki polska świadomość zbiorowa była ufundowana na doświadczeniu poetyckim. To dzięki tym wszystkim szalonym poetom udało nam się zachować język i świadomość narodową. Gdyby nie wielcy romantycy, do których już (poza Norwidem) nie mam sentymentu, choć ich szanuję, losy polskie wyglądałyby inaczej, moglibyśmy się wynarodowić. Dziś natomiast poezja została zepchnięta na margines, w każdym rozumieniu tego słowa. Od dawna nie przeczytałem ważnego wiersza. A przecież one gdzieś są. Gdzieś milczą.

Maja Chadryś-Engelking - rozmowa z Lidią Kosk: Staram się chwycić i przedłużyć pamięć historyczną

Lidia Kosk

Maja Chadryś-Engelking: Poznałam Panią w zasadzie poł roku temu, a wydaje mi się Pani dziwnie bliska, dobrze czuję się z Pani „światem”. Swoim spektaklem „Niknące prawa człowieka", który widziałam w kwietniu 2011 i który bardzo głęboko przeżyłam, dała mi Pani jakby klucz do swojej osoby. W spektaklu tym było coś bardzo charakterystycznego dla Pani. Potem rozmawiałyśmy kilka razy, a zawsze były to istotne rozmowy o tym, co najważniejsze. Od nie tak dawna znam Pani wiersze, które pisze Pani przez całe dorosłe życie, i to, co moim zdaniem, dla Pani charakterystyczne, one zdają się potwierdzać - to godność, stawianie życiu czoła, ciekawość świata, jego afirmacja, ale nie prosta, afirmacja „pomimo”. Była Pani świadkiem okropności minionego wieku, jest Pani świadoma, że życie to także cierpienie, skąd zatem bierze się spokój i determinacja przekazywania trudnego świadectwa o życiu?
Lidia Kosk: Uważam to za swój obowiązek - a ja jestem obowiązkowa - i z wiary, że pamięć jest bardzo ważna, nie tylko historycznie; ze oddziaływuje również konstruktywnie, twórczo.

Rozmowa z Marią Duszką: Mam w sobie magnes na poetów

Maria Duszka

Niedawno odbyła się w Sieradzu druga już Noc Poetów, którą organizowałaś razem z Powiatową Biblioteką Publiczną. Sala była pełna, więc miłośników poezji w Sieradzu nie brakuje...
Maria Duszka: Pewna sieradzka polonistka powiedziała, że mam w sobie "magnes na poetów". Pewnie miała rację. Ale - co się lubi, to się ma. Ja kocham poezję, uwielbiam ludzi twórczych, niebanalnych. I pewnie dlatego przyciągam takie postacie. Ponieważ od kilku lat wspólnie z Kołem literackim "Anima" organizuję w Sieradzu imprezy literacko-muzyczne, mamy już stałe grono bywalców. I wciąż przybywają nowi.
Niektórzy nie oczekują nawet "papierowych" zaproszeń; dają mi swoje numery telefonów, abym mogła ich poinformować sms-em o kolejnym spotkaniu. Noc Poetów to wspólny pomysł mój i Hani Krawczyk, dyrektorki Powiatowej Biblioteki Publicznej. Świetnie nam się współpracuje przy organizacji tej imprezy, bardzo dobrze się uzupełniamy.

Ryszard Ulicki rozmawia z Markiem Wawrzkiewiczem: Zrobić coś dla polskiej kultury

Marek Wawrzkiewicz

Ryszard Ulicki: W imieniu czytelników "Miesięcznika" składam ci życzenia sukcesów i skuteczności z okazji kolejnego - trzeciego już wyboru na prezesa Związku Literatów Polskich. Ten wybór, w czasie jubileuszowego XXX Zjazdu, wpisuje cię na listę pisarzy najdłużej sprawujących ten zaszczytny urząd. O ile dobrze pamiętam, trzykrotnymi laureatami tej "nagrody publiczności" byli: Jarosław Iwaszkiewicz i Piotr Kuncewicz.
Marek Wawrzkiewicz: Za życzenia serdecznie dziękuję, zwłaszcza, że zarówno pismo jak i czytelnicy "Miesięcznika" są szczególnie bliscy mnie i członkom naszego związku. Niestety, już kilka dni temu zacząłem żałować, że wyraziłem zgodę na kandydowanie po raz czwarty na przewodniczącego Oddziału Warszawskiego i trzeci raz na prezesa całego związku.

Rozmowa z Urszulą Zyburą: Trzeba pisać i skreślać

Urszula Zybura

W ubiegłym roku obchodziła Pani 35-lecie pracy twórczej. Zacznijmy od początku... 35 lat temu ukazują się we Wrocławiu Pani aforyzmy...
Urszula Zybura: Debiutowałam jako autorka aforyzmów w prasie wrocławskiej. Jeden z moich pierwszych aforyzmów to: „Dla orła każda klatka jest mała”. Mój debiut poetycki miał miejsce w 1986 r., kiedy to w krakowskim Wydawnictwie Literackim ukazał się tomik wierszy „Nieuleczalnie żywa” recenzowany przez Wisławę Szymborską. Wcześniejsze publikacje to były aforyzmy i wiersze w prasie oraz arkusz poetycki i nieprofesjonalne wydanie aforyzmów przez Wojewódzki Dom Kultury w Kaliszu.

Rozmowa z Aldoną Borowicz: Zawodu literat po prostu nie ma

Aldona Borowicz

W poprzedniej kadencji byłaś Skarbnikiem Oddziału Warszawskiego, największego z oddziałów Związku Literatów Polskich, sprawy finansów związkowych są Ci więc znakomicie znane. Zapytam przekornie – stanowisko Skarbnika Zarządu Głównego ZLP to nagroda, czy kara?
Aldona Borowicz: Ach ta przekora. Uśmiecham się, bo sprawa finansów ZLP to niezwykle trudny i zawiły problem. Z doświadczenia wiem, że raczej jest to kara i garb na grzbiecie w dzisiejszych trudnych czasach, gdzie nikt się nie przejmuje ani pisarzami, ani też kulturą.

Rozmowa z Pawłem „Darkaraghel’em” Rejdakiem: Nagroda jak grom z jasnego nieba

Paweł „Darkaraghel” Rejdak

Otrzymałeś właśnie Literacką Nagrodę Okolicznościową Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego...
Paweł „Darkaraghel” Rejdak: Nagroda jaką otrzymałem, a w zasadzie wieść o niej spadła na mnie jak przysłowiowy grom z jasnego nieba. Jestem młodym, stawiającym pierwsze kroki autorem, nie spodziewałem się zatem nagród, a już w szczególności nagrody takiego kalibru jakim jest Nagroda Ministra Kultury. To znaczące dla twórców wyróżnienie jest jednym z dwóch (pomijając odznaczenia i stypendia) nagród Ministerialnych przyznawanych twórcom w systemie corocznym. Na liście laureatów mogą znaleźć się tak osoby posiadające już ogromny bagaż doświadczeń i dzieł literackich jak i te osoby, które w świecie swej twórczości stawiają pierwsze kroki, wszystko zależy od decyzji Pana Ministra i jego doradców badających twórczość autora.

Rozmowa ze Stefanem Jurkowskim: Będziemy poważnie traktować swoją pracę

Stefan Jurkowski

Od lat byłeś członkiem Komisji Kwalifikacyjnej – teraz będziesz jej przewodniczył. Jakbyś podsumował swoją dotychczasową pracę w Komisji?
Stefan Jurkowski: Nie było tych komisji wiele. Zbieraliśmy się dwa razy w roku. Pełniłem w niej taką rolę, jak podczas kanonizacji advocatus diaboli. Moje negatywne oceny, czasem wręcz złośliwe komentarze, przeszły już do legendy. Bywało, że niekiedy jedyny mój głos był przeciwny. Ale głosowałem tak, jak uważałem, że będzie najlepiej. Oczywiście najczęściej bywałem przegłosowywany. To wszystko jest w protokołach prac komisji. Starałem się być obiektywny, surowy ale i sprawiedliwy.

Rozmowa ze Stefanem Jurkowskim: Książek zmartwychwstanie

Stefan Jurkowski

Wydałeś właśnie trzynastą książkę. Nasuwa się pytanie, czy choć odrobinę wierzysz w przesądy...
Stefan Jurkowski: Trudno określić. Każdy powie, że nie wierzy, a jednak... Mówiąc poważnie, nie wierzę. Jeśli się wydaje książki, to któraś musi być trzynasta. Potem może być czternasta. Nie wydaję często. Co dwa, trzy lata. Ale od 1969 roku uzbierało się ich trzynaście. Dużo to czy mało? W każdym razie z „Pod każdym niebem” wiążę pewne nadzieje. Jest to propozycja nieco inna, może dojrzalsza, może świadcząca o mojej ewolucji artystycznej. Ta trzynastka zapewne się okaże szczęśliwą, o ile w naszej krajowej sytuacji poezja może liczyć na jakiekolwiek szczęście.

O poecie Krzysztofie Gąsiorowskim i jego poezji z Krzysztofem Gąsiorowskim rozmawia Ryszard Ulicki

Krzysztof Gąsiorowski

RYSZARD ULICKI: Znasz się z Krzyśkiem Gąsiorowskim od 1935 roku. Razem wyrastaliście. Razem oglądaliście przez okno praskiego mieszkania płonącą po drugiej stronie Wisły powstańczą Warszawę. Nie rozstawaliście się ze sobą ani na chwilą, nawet w sytuacjach najintymniejszych i tych życiowo ekstremalnych. Jak układały się wasze relacje w ciągu tych 74 lat? Jaki był Krzysiek zakładający „Orientację Poetycką Hybrydy”, a jaki jest dziś, po ubiegłorocznej nagrodzie imienia Jarosława Iwaszkiewicza?
KRZYSZTOF GĄSIOROWSKI: Pytasz, jak mi się współżyje z tym Gąsiorowskim? Dwuznaczne pytanie, w pierwszej chwili aż się żachnąłem. Ale to rzeczywiście problem. Tyle że nader intymny. W konfesyjnym wierszu jeszcze jakoś uchodzi. Ale w rozmowie? I na trzeźwo? Krępujące. Chyba że ma się do czynienia z psychoterapeutą lub spowiednikiem. Lub jest się ekshibicjonistą. Wtedy Prawda może i wyzwala.

© 1920 – 2017, Związek Literatów Polskich. Wszelkie prawa zastrzeżone.