związek z wieloletnimi tradycjami

    • Kategoria: Krytyka literacka
    • Odsłony: 3554

    Zmarł Witek Różański, z którym przyjaźniłem się od wielu, wielu lat. Uwieczniony w powieści Edwarda Stachury pt. „Cała jaskrawość” i w „Balladzie dla Potęgowej”. Odszedł poeta najprawdziwszy i jakby „żywa, chodząca wrażliwość”. Z Andrzejem Sikorskim i innymi poetami odwiedzałem go w jego domu na ul. Ostrobramskiej w Poznaniu. W moim archiwum literackim pozostało wiele listów od Witka i dedykowanych mi wierszy. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, napisałem do wyboru jego liryków bardzo emocjonalny szkic, który tutaj bez skrótów udostępniam czytelnikom i wielbicielom jego poezji.
    Poezja jest formą odnawiania świata w stale gasnącej świadomości. Jest walką z biologią i mechanizmami amnezji, z pustką kolejnych nisz czasowych i z odchodzącym stale w przeszłość „ja”. Jest enklawą pośród której bytują ludzie najwrażliwsi i najgłębiej rozumiejący tragizm egzystencji. Ale jest też terytorium goryczy, bólu, samoudręczenia, skąd niebezpiecznie blisko jest ku granicom człowieczeństwa, skąd prowadzą ścieżki ku autodestrukcji, eutanazji, ku depresjom nigdy nie kończącego się snu i pagórom nigdy nie zaczynającego się dnia.

    • Kategoria: Krytyka literacka
    • Odsłony: 3109

    „Między niebem, ziemią i morzem
    Jesteśmy – jest coraz gorzej.
    Zagubił się morski konik.”
    Jurata Bogna Serafińska
    Jurata Bogna Serafińska, autorka znana mi ze znakomitej współczesnej powieści, licznych tomów wierszy oraz publicystyki – artykułów i esejów, z których treścią nie zawsze się zgadzam, ale zawsze czytam je z ciekawością, zaskoczyła czytelników, dziełem nowym, nowocześnie napisanym i bliskim każdemu miłośnikowi kotów... i oczywiście Behemotów – tych koto-demonów, z których jednego – wybitnie inteligentnego uczłowieczył Michaił Bułhakow w swym nadrealistyczno – satyrycznym eposie „Mistrz i Małgorzata”.

    • Kategoria: Krytyka literacka
    • Odsłony: 2923

    Powiem szczerze, że się przestraszyłem i się trochę boję o Żulińskiego. Ledwie co, bo jesienią minionego roku wypuścił na rynek „Chandrę” (Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń) a już mamy kolejny tomik, „Ja, Faust” (Wydawnictwo Nowy Świat, Warszawa 2008). Jak to się mówi, lepsze jest wrogiem dobrego. „Chandra” była dobra, bardzo dobra a „Ja, Faust” wcale jej nie ustępuje, ba, zdaniem autora – bo znam je – jest lepszy! Moja opinia jest taka: może „Ja, Faust” jest i lepszy, ale „Chandra” czytelniczo ciekawsza, bardziej inspirująca; chociaż mogą to być różnice jak między dobrymi winami – nie w tym, jakie są, (bo dobre), lecz do czego się pije. Sprawdźmy zatem.

    • Kategoria: Krytyka literacka
    • Odsłony: 2718

    Najlepszą drogą, żeby nauczyć się miłości, jest przyjaźń. Żeby się tak jednak stało, trzeba najpierw nauczyć się przyjaźni, a tego tak naprawdę możemy nauczyć się w rodzinnym domu, w którym miłość ma swoje należne miejsce... W którym rodzina - niczym silne, zdrowe drzewo - zapuszcza swoje niezwykłe korzenie głęboko w serca.
    Anna Kajtochowa w 2007 roku ogłosiła swój nowy wybór wierszy z lat 1983-2007. „Rosa przedświtu”, bo tak nazywa się ta książka, jest swoistym alter ego tej znanej i lubianej krakowskiej poetki. W tomie znalazły się wiersze, które doskonale ilustrują nastroje autorki, która w sposób szczery, a jednocześnie nienatrętny dzieli się niezwykłym doświadczeniem swojego życia...

    • Kategoria: Krytyka literacka
    • Odsłony: 2349

    Są książki, o których jest głośno, zanim ukażą się na księgarskich półkach. Na tę czekałem od kilku miesięcy. Przez cały czas wiedziałem, że będzie to niezwykle ważna książka. Czytałem te wiersze, co jakiś czas, od momentu, kiedy Leszek Żuliński powiedział mi - a było to w październiku ubiegłego roku, podczas Warszawskiej Jesieni Poezji - że chce ogłosić swoje „Fausty”. Poeta podsyłał mi swoją nową poezję, a ja z każdą kolejną przesyłką dojrzewałem do niej. Publikowałem ją nawet w „Gazecie Kulturalnej” i wiedziałem, że kiedy ta książka ujrzy światło dzienne, będzie to wydarzenie literackie. Powiem nieskromnie, że nie pomyliłem się. Tom pt. „Ja, Faust” jest książką wybitną. Pochłonąłem ją w dwie godziny i dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, jak ważny to głos. Leszek Żuliński należy zresztą do tych literatów, którzy doskonale zdają sobie sprawę z tego, kiedy warto skomentować rzeczywistość i jakie jest jego - poety - miejsce we współczesnym świecie, w świecie, w którym przyszło mu żyć. Wie, w co wierzyć, a co jest tylko zwykłą blagą. Chociaż wielu ludziom wydaje się, że dzisiaj w niczym nie można już pokładać nadziei, Żuliński widzi jednak światło w tunelu, chociaż mówi, że wszystko jest zawodne, bezradne wobec problemów; nikt nie potrafi odpowiedzieć na proste, a tak ważne dla człowieka pytania.

    • Kategoria: Krytyka literacka
    • Odsłony: 3993

    Zamierzałem napisać krótkie wprowadzenie do tego poematu. Okazało się to nie takie proste. To gęsty, przejmujący, wielowątkowy tekst, raz po raz wymagający namysłu. Zdecydowałem się więc na po-słowie (świadom znaczącej dwuznaczności tego myślnika!). Niechże czytelnik najpierw sam na sam zmierzy się z tą poezją. I dopiero później, przy drugim czy trzecim czytaniu (co wydaje się nieuniknione) sięgnie do moich notatek.

    • Kategoria: Krytyka literacka
    • Odsłony: 5943

    Krzysztof Gąsiorowski

    Poeta losu. Poeta z jednej strony gorzkiego dystansu do wszystkiego, co zna, przeżył, przetrawił, w wiersze przekuł a z drugiej strony poeta całkowitego braku dystansu, bo jego słowa oblepiają moją czytelniczą skórę, zaklejają jej pory, muszę się z nimi uporać, abym mógł oddychać. Dlatego też uważam się za ostatniego z obiektywnych w rzetelnym, polonistycznym sensie. Tylko co to mnie obchodzi? Ja muszę oddychać, dlatego wolno mi nawet igrać z tytułem, który czytając słyszę: „być może, bez-sen(s?)” choć przecież wiersz użyczający tytułu całości brzmi: „Być morze; bez-sen”. Mam wrażenie, jakby Gąsiorowski pisał go już zza grobu (oczywiście niech nam żyje jak najdłużej), bo jego wiersze są pisane „do tyłu” nie do przodu.

    • Kategoria: Krytyka literacka
    • Odsłony: 4144

    "Codzienny plac zabaw" wydany przez Wydawnictwo Adam Marszałek jest dwunastą poetycką książką Stefana Jurkowskiego, znakomitego poety i krytyka literackiego. Zapewne należy do poetyckiej kontynuacji „Koła niedomkniętego”, wydanego również przez Wydawnictwo Adam Marszałek w 2004 r. W wierszu otwierającym tom Stefan Jurkowski pisze: „zdarzyłem się sobie/ inni/ zdarzyli się mnie...” („Pochwala egoizmu”, s. 3), a więc można by odwrócić diagnozę postawioną przez autora: poeta zdarzył się sobie, a czytelnicy zdarzyli się poecie. Już sam tytuł tomu oraz ten pierwszy wiersz świadczy o ironicznym stosunku poety do świata zastanego. Poezję Jurkowskiego cechuje zatem ironia, autoironia, ba, czasem drwina, – o której w swojej recenzji pisał Andrzej Gnarowski – lecz drwina nie dla samej drwiny. Nuta ironiczna, czasem prześmiewcza jest wielkim atutem wierszy Jurkowskiego. Trzeba przyznać, że owa ironia, sarkazm z biegiem czasu przybierają swoją siłę i stanowią o swoistej odrębności poetyckiego języka poety.

    • Kategoria: Krytyka literacka
    • Odsłony: 4585

    Bezpretensjonalne narracje, w których wyraźnie zarysowany auktorialny narrator (aż się prosi, żeby go chwilami utożsamiać z Autorem) kompozycyjnie scala wokół swoich losów zdarzenia, budzą jeszcze w odbiorcach – nie do końca zmanierowanych przez dekonstrukcyjne pozy – pytanie o Dichtung und Wahrheit. Myślę, że spora część czytelników przy lekturze powieści Mirosławy Salskiej – Bünsh to pytanie postawi: prawda to, czy zmyślenie? Autorka przecież nie zaciera za sobą śladów przywołując „polską” stronę życia (szczególną rolę odgrywają tu wspomnienia z dzieciństwa), z duża dozą prawdopodobieństwa można też założyć, że proces zakorzeniania się w nowym środowisku (Hamburg) jest wiernym zapisem doświadczeń Autorki, niemniej jednak nasz głód autentyczności jest zaspokajany w inny sposób: w uporządkowanym fabularnym „porządku artystycznym” dobrze konstruowanego dyskursu.

    • Kategoria: Krytyka literacka
    • Odsłony: 5443

    Krzysztof Gąsiorowski

    Po latach kulturowego czyśćca tudzież uporczywego wymazywania go z pamięci literackiej powrócił na ziemię [do góry?] Krzysztof Gąsiorowski. W owym piekle literackim sczerniał, wychudł, ale dziwnie wyszlachetniał. To temat na pierwszą opowieść.
    Wracał przecież i przedtem, z każdym wydanym tomikiem [bowiem „rękopisy nie płoną”], tomikiem interesującym, acz na ogół przemilczanym przez „oficjalny” – dobrze widziany obieg literacki. Dlaczego? To już temat na drugą opowieść. W 2003 roku powrócił w sposób zaskakujący. Opublikował „Ballady i romanse SF”. Sam tytuł jest zamierzoną literacką prowokacją, bowiem przywołuje sugestywnie sytuację szkicowaną swego czasu przez Karola Irzykowskiego: oto do salonu literackiego, w którym pomieszczono 500 Mickiewiczów, wchodzi wyklinany i ośmieszany Ludwik Osiński a trzyma w ręku niewielką książeczkę - „Ballady i romanse” właśnie. To jego książka, to powtórny debiut. Ten wątek, tę trzecią opowieść podejmiemy i poszerzymy.

Strona 8 z 10