• Kategoria: Krytyka literacka
    • Odsłony: 4667

    Intymne zapiski Anny Andrych zawarte w tomiku „Zanim wypłynie świt”, pisane są ręką (i duszą) kobiety skazanej niekiedy na szorstki uścisk mężczyzny. Na jego „usta / które nie chciały mnie całować / zawsze się spieszyły” – więc kobieta, nawet gdy go lubi, a jeszcze bardziej, gdy go znosi bez przyjemności (nie potrafi objąć innego cielesnego łupu poza własnym ciałem). Mnóstwo kobiet bywa niezdolnych do prawdziwej miłości właśnie dlatego, że nigdy o sobie nie potrafi zapomnieć! Tak się składa, że kobieta oczekuje hołdów i uznania ze strony mężczyzn, oczekuje od nich racji życia, potwierdzenia własnej wartości, a nawet samego istnienia.

    • Kategoria: Krytyka literacka
    • Odsłony: 2818

    Czytelnicy prasy literackiej oraz okołoliterackich portali internetowych ostatnich kilku lat zapamiętali Andrzeja Wołosewicza jako niestrudzonego tropiciela wszelkich zjawisk i zdarzeń spod znaku pióra, z preferencją dla poezji; bardziej dociekliwi nie przegapili książki krytycznoliterackiej „Świat według poety” (Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2005) traktującej o dokonaniach wielu „klasyków” schyłkowych dekad XX w. Skala tej aktywności przypomina najpłodniejsze okresy twórczości krytycznej J.Z. Brudnickiego czy A.K. Waśkiewicza. Nawiasem mówiąc bez nawiasu z tej obfitości publikacji koniecznie trzeba wydobyć i przywołać esej wnikliwie borykający się z próbą interpretacji „Traktatu o łuskaniu fasoli” Wiesława Myśliwskiego („Migotania, przejaśnienia”, 3/2006) i odważny, wielostronny ogląd recenzencki głośno drażliwej książki Joanny Siedleckiej „Kryptonim ” (Portal ZLP, 03.09). Ale Wołosewicz jest także (równocześnie, a może przede wszystkim?) poetą i jako kolejny poeta-krytyk zdaje się przeczyć tezie o rodowodzie krytyków jako niewydarzonych twórców.

    • Kategoria: Krytyka literacka
    • Odsłony: 2521

    Jacek Józef Rojek, niezrównany aktywizator nie tylko literatury Warmii Mazur opracował był ostatnio i wydał sumptem Fundacji Środowisk Twórczych w Olsztynie (2008) tomiszcze nielichych rozmiarów, bo 350 stron bez mała zawierające opowieść o dorobku 5 pokoleń warmińsko-mazurskich Twórców. Zanim powstanie odpowiadające randze tego dzieła jego omówienie, warto oddać należny szacunek Autorowi przypominając jego literacki dorobek. Niechaj chociaż w ten sposób wolno mi będzie uczestniczyć w zatrzymaniu w czasie tego, co Sąsiedzi mojej Suwalszczyzny dokładali przez lata do Polskiej Literatury.

    • Kategoria: Krytyka literacka
    • Odsłony: 3462

    Zmarł Witek Różański, z którym przyjaźniłem się od wielu, wielu lat. Uwieczniony w powieści Edwarda Stachury pt. „Cała jaskrawość” i w „Balladzie dla Potęgowej”. Odszedł poeta najprawdziwszy i jakby „żywa, chodząca wrażliwość”. Z Andrzejem Sikorskim i innymi poetami odwiedzałem go w jego domu na ul. Ostrobramskiej w Poznaniu. W moim archiwum literackim pozostało wiele listów od Witka i dedykowanych mi wierszy. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, napisałem do wyboru jego liryków bardzo emocjonalny szkic, który tutaj bez skrótów udostępniam czytelnikom i wielbicielom jego poezji.
    Poezja jest formą odnawiania świata w stale gasnącej świadomości. Jest walką z biologią i mechanizmami amnezji, z pustką kolejnych nisz czasowych i z odchodzącym stale w przeszłość „ja”. Jest enklawą pośród której bytują ludzie najwrażliwsi i najgłębiej rozumiejący tragizm egzystencji. Ale jest też terytorium goryczy, bólu, samoudręczenia, skąd niebezpiecznie blisko jest ku granicom człowieczeństwa, skąd prowadzą ścieżki ku autodestrukcji, eutanazji, ku depresjom nigdy nie kończącego się snu i pagórom nigdy nie zaczynającego się dnia.

    • Kategoria: Krytyka literacka
    • Odsłony: 3015

    „Między niebem, ziemią i morzem
    Jesteśmy – jest coraz gorzej.
    Zagubił się morski konik.”
    Jurata Bogna Serafińska
    Jurata Bogna Serafińska, autorka znana mi ze znakomitej współczesnej powieści, licznych tomów wierszy oraz publicystyki – artykułów i esejów, z których treścią nie zawsze się zgadzam, ale zawsze czytam je z ciekawością, zaskoczyła czytelników, dziełem nowym, nowocześnie napisanym i bliskim każdemu miłośnikowi kotów... i oczywiście Behemotów – tych koto-demonów, z których jednego – wybitnie inteligentnego uczłowieczył Michaił Bułhakow w swym nadrealistyczno – satyrycznym eposie „Mistrz i Małgorzata”.

    • Kategoria: Krytyka literacka
    • Odsłony: 2834

    Powiem szczerze, że się przestraszyłem i się trochę boję o Żulińskiego. Ledwie co, bo jesienią minionego roku wypuścił na rynek „Chandrę” (Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń) a już mamy kolejny tomik, „Ja, Faust” (Wydawnictwo Nowy Świat, Warszawa 2008). Jak to się mówi, lepsze jest wrogiem dobrego. „Chandra” była dobra, bardzo dobra a „Ja, Faust” wcale jej nie ustępuje, ba, zdaniem autora – bo znam je – jest lepszy! Moja opinia jest taka: może „Ja, Faust” jest i lepszy, ale „Chandra” czytelniczo ciekawsza, bardziej inspirująca; chociaż mogą to być różnice jak między dobrymi winami – nie w tym, jakie są, (bo dobre), lecz do czego się pije. Sprawdźmy zatem.

    • Kategoria: Krytyka literacka
    • Odsłony: 2582

    Najlepszą drogą, żeby nauczyć się miłości, jest przyjaźń. Żeby się tak jednak stało, trzeba najpierw nauczyć się przyjaźni, a tego tak naprawdę możemy nauczyć się w rodzinnym domu, w którym miłość ma swoje należne miejsce... W którym rodzina - niczym silne, zdrowe drzewo - zapuszcza swoje niezwykłe korzenie głęboko w serca.
    Anna Kajtochowa w 2007 roku ogłosiła swój nowy wybór wierszy z lat 1983-2007. „Rosa przedświtu”, bo tak nazywa się ta książka, jest swoistym alter ego tej znanej i lubianej krakowskiej poetki. W tomie znalazły się wiersze, które doskonale ilustrują nastroje autorki, która w sposób szczery, a jednocześnie nienatrętny dzieli się niezwykłym doświadczeniem swojego życia...

    • Kategoria: Krytyka literacka
    • Odsłony: 2245

    Są książki, o których jest głośno, zanim ukażą się na księgarskich półkach. Na tę czekałem od kilku miesięcy. Przez cały czas wiedziałem, że będzie to niezwykle ważna książka. Czytałem te wiersze, co jakiś czas, od momentu, kiedy Leszek Żuliński powiedział mi - a było to w październiku ubiegłego roku, podczas Warszawskiej Jesieni Poezji - że chce ogłosić swoje „Fausty”. Poeta podsyłał mi swoją nową poezję, a ja z każdą kolejną przesyłką dojrzewałem do niej. Publikowałem ją nawet w „Gazecie Kulturalnej” i wiedziałem, że kiedy ta książka ujrzy światło dzienne, będzie to wydarzenie literackie. Powiem nieskromnie, że nie pomyliłem się. Tom pt. „Ja, Faust” jest książką wybitną. Pochłonąłem ją w dwie godziny i dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, jak ważny to głos. Leszek Żuliński należy zresztą do tych literatów, którzy doskonale zdają sobie sprawę z tego, kiedy warto skomentować rzeczywistość i jakie jest jego - poety - miejsce we współczesnym świecie, w świecie, w którym przyszło mu żyć. Wie, w co wierzyć, a co jest tylko zwykłą blagą. Chociaż wielu ludziom wydaje się, że dzisiaj w niczym nie można już pokładać nadziei, Żuliński widzi jednak światło w tunelu, chociaż mówi, że wszystko jest zawodne, bezradne wobec problemów; nikt nie potrafi odpowiedzieć na proste, a tak ważne dla człowieka pytania.

    • Kategoria: Krytyka literacka
    • Odsłony: 3900

    Zamierzałem napisać krótkie wprowadzenie do tego poematu. Okazało się to nie takie proste. To gęsty, przejmujący, wielowątkowy tekst, raz po raz wymagający namysłu. Zdecydowałem się więc na po-słowie (świadom znaczącej dwuznaczności tego myślnika!). Niechże czytelnik najpierw sam na sam zmierzy się z tą poezją. I dopiero później, przy drugim czy trzecim czytaniu (co wydaje się nieuniknione) sięgnie do moich notatek.

    • Kategoria: Krytyka literacka
    • Odsłony: 5839

    Krzysztof Gąsiorowski

    Poeta losu. Poeta z jednej strony gorzkiego dystansu do wszystkiego, co zna, przeżył, przetrawił, w wiersze przekuł a z drugiej strony poeta całkowitego braku dystansu, bo jego słowa oblepiają moją czytelniczą skórę, zaklejają jej pory, muszę się z nimi uporać, abym mógł oddychać. Dlatego też uważam się za ostatniego z obiektywnych w rzetelnym, polonistycznym sensie. Tylko co to mnie obchodzi? Ja muszę oddychać, dlatego wolno mi nawet igrać z tytułem, który czytając słyszę: „być może, bez-sen(s?)” choć przecież wiersz użyczający tytułu całości brzmi: „Być morze; bez-sen”. Mam wrażenie, jakby Gąsiorowski pisał go już zza grobu (oczywiście niech nam żyje jak najdłużej), bo jego wiersze są pisane „do tyłu” nie do przodu.

Strona 7 z 9