nagle
w okolicach snu
wiatr oczu
spopiela sukienkę

jak na filmie hitchcocka
wszystko się dopiero uzmysławia
wszczynają pieśń odwieczną gumki
i zapinki guziczki w pląsie
zaiste pogańskim drżą

obraz barwi się różem nie dotkniętej
skóry uśpionym szaleństwem oczu
wyniesieniem policzków aż po
okrąglejącą samotność ust
i powój włosów
plączący zdarzenia

ziemia ucieka nieprzytomnie
freud zaciera dalekochwytne ręce
świat jest groteską wirowaniem
tańcem pośrodku gwiazdy

mającej niechybnie wybuchnąć