1. okladka totum

 

Andrzej Zaniewski: „Totum” – „Pamięć” – Elżbieta Musiał

(z notatek A.Z. podczas czytania poematów)

Przed, przez i po – jednocześnie?

„Pomyśleć można,

że ty od nas zależna, myśli, i w nas masz swój dom.

A to tylko cień prawdy, a to tylko cień.”

                       („Myśl”, poemat „Totum”)

Krytyk – nie tylko literacki – podejmujący pracę zrecenzowania dzieła, powinien być przygotowany i pewny, że sprosta intelektualnie autorowi. Są przecież autorzy, o których pisać niełatwo, a omawianie ich twórczości wymaga obok wiedzy również odwagi, trzeba się bowiem zmierzyć z wciąż przeobrażającymi się teoriami, poglądami, przekonaniami, z wirującą wyobraźnią, z frustracjami i jednak kaprysami… A kaprysy – o czym świadczą liczne przykłady – zawsze towarzyszą wielkości.

            Odwagi nigdy mi nie brakowało, więc zdecydowałem się podjąć próbę opisania książki-albumu artystki-poetki tak niezależnej, świadomej swej wartości i gotowej polemizować – kłócić się ze światem, równolegle kochając i aprobując ten świat. Oczywiście! Elżbieta Musiał – bo o niej rozmawiamy – sięga w swych dokonaniach wyżej, dalej i szerzej niż wzrok, intuicja i przewidywania starego pisarza… znajduję w nich interesujące i ważne szczegóły interpretacyjne.

            Obserwuję uważnie i równolegle poezję i malarstwo – pozornie odległe, uzupełniają się, łączą, przenikają… Poetka potrzebuje obu dziedzin dla spełnienia swych zamierzeń, dla radości Bogów, jacy ją otaczają, inspirują, nagradzają… A najpełniejszą nagrodą jest świadomość wolności w akcie tworzenia.

            Elżbieta Musiał to artystka-poetka doświadczona i dojrzała, znająca własne możliwości. Dumna ze zwycięstw jak i z umiejętności podźwignięcia po porażkach… Bo przecież…

„W wiecznym ruchu wieczna obecność.

Jestem. Zesłana przez siebie

na ziemię pod przygodną postacią,

lecz ze sprzeciwem grawitacji ciało subtelne”

(„Temet nosce”, poemat „Totum”)

A kilka wersów dalej w lirycznym uniesieniu…

„Dziękuję ci łupino doczesna,

dziękuję szczątku lubieżny.

Z tobą idę do siebie, na wskroś siebie.

Istotą zahaczam wymiary odmienne.

Tak obiegam siebie.”

Poetka w poemacie „Totum” stara się uchwycić sens istnienia i sens przemijania jak wspólną, pojemną równinę… Niespokojne i piękne myśli poetki krążą po eliptycznych orbitach początku i przeznaczenia, związków i emanacji, pamięci i niepamięci, powrotu i wyprzedzenia… Stają się przesłaniem pogłębionym przez odkrycia fizyki i astrofizyki, wiedzy o doświadczeniach z cząstkami neutrino.

Uniwersalne, ważne treści potrzebują wielkich – doprecyzowanych i precyzyjnych poematów. I takie tworzy poetka, wiedząc przecież, że utwory powyżej stu pełnych wersów nie mogą być przyjmowane przychylnie, ponieważ mózgi większości odbierających tekst nie są dostosowane do nadmiarowych porcji autentycznych wrażeń i intelektualnych. Przepraszam, jeśli kogoś uraziłem niniejszą dygresją.

            Elżbieta Musiał proponuje nam poezję niecierpliwą, próbującą wyjaśnić – niewyjaśnialne, poezję nie oczekującą odpowiedzi, bo wszystkie odpowiedzi są niepełne… Przepraszam tym razem poetkę… To już nie są próby… To osobista wyższa szkoła tworzenia poematów – długich wierszy, wołających między innymi o zlitowanie się nad ziemią, tak gorzko dobijaną naszą obecnością – na razie tylko tu, ale już za chwilę, być może znacznie dalej, w nieprzewidywalnych głębinach wszechświata. Potrzebna jest zatem obrona wolnych, nieskrępowanych myśli, marzeń, nadziei – nieważne czy spełnionych, ważne że są.  

„Urodził się do milczenia.

Gdy czuwa na rozstaju – na myśl

nie przychodzi nawet pytać o wiek. Kamień.”

            („Kamień”, poemat „Totum”)

Archetypy u Musiał stają się drogowskazami w podróży nie tyle lirycznej, co poznawczej, w podróży po kartach książki. Stanowią słupy graniczne poetyki – przynajmniej w tomie „Totum”, w „Mówię pochyloną cambrią” rolę tę spełniały znane nazwiska kobiece. Obok kamienia, ciała, myśli, wody, czasu, przestrzeni, duszy, snu, pamięci, liczby… Czytelnik pamięta przecież wiersze i mity dotykające kamienia, od mitu Syzyfa po słynny wiersz Wisławy Szymborskiej. „Pukać do wnętrza tylko wiersz może” – dopowiada Elżbieta Musiał… Przypominam, że stale pukają… geolog, górnik, hutnik, jubiler, kolekcjoner… Nie zamierzam tu żartować i trywializować sacrum wiersza, po prostu staram się udowodnić, że archetyp kamienia zachowuje się w wierszu inaczej, niż jakikolwiek kamień indywidualny w rzeczywistości – począwszy od kamienia na miedzy, aż do meteorytów. W archetypie widzimy więc podstawę, fundament, a na pewno znaczącą część istnienia nowej, nowoczesnej poezji. Jest przecież pojęciem, a nie przedmiotem, a więc uogólnia, łączy, zbliża, porządkuje i prowokuje.

            Kluczami wydają się też precyzyjnie dobrane motta-cytaty otwierające kolejne przestrzenie intelektualnych zamierzeń ambitnej autorki: z Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Leopolda Staffa, Bolesława Leśmiana, Wisławy Szymborskiej, Edwarda Stachury, Charlesa Pierre Baudelaire i Elżbiety Musiał – na równych prawach. Wiersze, znacznie poszerzające sugestie zawarte w cytacie, są osobną projekcją koncepcji autorki, po prostu kunsztowną kreacją – dziełem sięgającym do granic metafizyki literackiej. Uwagę skupiają również przypisy. Dokładne, przemyślane, zwięzłe. Ujęła mnie ta dbałość o informację przypominającą sumienne objaśnienia Thomasa Sternea Eliota w „Ziemi jałowej”. Każdy wiersz w zbiorach Elżbiety, każda metafora, symbol, myśl wynikają z autentycznej wiedzy o tradycji, historii, o dokonaniach cywilizacji.

Wnętrza poematu „Totum” obfitują w korytarze, antresole, piętra i drzwi. Zawsze półotwarte, aby można je było otworzyć, zaskakując czytelnika.

             

Elżbieta Musiał pisze o swej tożsamości w kształcie wiersza. Widzi siebie niemal jak wiersz, nigdy dokończony, niespełniający się nawet w epilogu tak precyzyjnym:

„Zajrzyj mi w oczy, jak ja zaglądam w gęstwę.

I miarę wszechrzeczy wyobrażam – UNIWERSUM.

Myśl – czy wykona skok kwantowy?

Cogito ergo sum. Wyobraźnia czy

logika dyktuje pytania?

I która pierwsza przed drugą.”

                        („Myśl”, poemat „Totum”)

Autorka komponuje swój kosmos prywatny, a de facto uniwersalny, tworzy konstrukcję precyzyjną, a dla mnie oczywistą. Obserwuję nie tylko poezję, widzę kobietę w poezji – z tak wyrazistą sylwetką jak w zbiorze „Mówię pochyloną cambrią” na tle realnych zagrożeń, wszelkich możliwych życiowych trosk i burz, jak i wojen z przeszłości i przyszłości. Z „Teorią widzenia” Władysława Strzemińskiego – wielkiego wizjonera i filozofa sztuki – zetknąłem się w latach 1958-1962, studiując historię sztuki na UW. Dziś temat powrócił podczas lektury – wstrząsającego epickiego poematu – nad-wiersza „Czwarty wymiar”, poświęconego losom Katarzyny Kobro – wielkiej, a niedocenionej wciąż rzeźbiarki – żony genialnego indywidualisty. Kobieta pisze tu o kobiecie, z najpełniejszym, cudownym zrozumieniem.

„Gdyby nie życie bajek o zmroku nad łóżkiem córki,

milczenie i okładanie mężowskim szczudłem

byłoby domem. Dopiero cisza nazywana martwą

wyjawiła sprawę istnienia kobiety

u boku.”

2.okladka mowie pochylona cambria

            („Czwarty wymiar”, t. „Mówię pochyloną cambrią”)

To niemal gotowy monodram; dramat aktualny szczególnie dziś, kiedy wokół tak wiele zbuntowanych. Zbiór „Mówię pochyloną cambrią” to cztery wybitne projekty – również sceniczne. A ich bohaterki obok Katarzyny Kobro to Camille Claudel, Frida Kahlo, Elinor Wylie Morton. Dziękuję Ci Elżbieto za przenikliwość, wiedzę i kobiecą intuicję w tworzeniu tak doskonałych utworów, tu poświęconych estetyce (choć nie tylko sztuk plastycznych).

Obok poematów, równorzędnymi dziełami są obrazy i grafiki. Poza perfekcyjnym rozumieniem koloru przynoszą bowiem abstrakcyjne pojmowanie rzeczywistości. Porównując malarskie wizje z tomu „Mówię pochyloną cambrią” z dyskami-kręgami z „Totum”, trzeba pochylić głowę przed perfekcją warsztatu, mistrzostwem w konstrukcji i artystyczną wiedzą sprawdzającą się w każdym zamierzeniu. Trudno też opędzić się od powidoków tych obrazów, po lekturze obu książek. Obserwujemy tu przecież współbrzmienie poezji pytań z malarską próbą odpowiedzi.

Autorka imponuje nad-wiedzą o samej sobie jak i niepewnością dotyczącą siebie, i stylistyczną zwinnością w niedopowiedzeniach. Nazwałem wiersze Elżbiety Musiał szatami losu… przed lustrem…

Nagle! W krytycznych rozmyślaniach, w meandrach definicji i konkluzji, słyszę cichy krzyk, echo astralne, a jakże proste, oczywiste i słuszne, hasło niepodlegające dyskusji: Chwała kobietom myślącym! 

Jakże jesteś odważna, dzielna i silna Elżbieto Musiał.

Andrzej Zaniewski

TOTUM – Elżbieta Musiał (poemat, grafiki); wydanie drugie (uzupełnione) autorskie (Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.), 2025, drukarnia COMPUS w Kielcach (www.compus.net.pl); s. 56, ISBN 978-83-972321-2-9

Mówię pochyloną cambrią – Elżbieta Musiał (cztery poematy, grafiki), wydanie drugie, BIBLIOTEKA LIRYDRAM, VERIDIAN, Warszawa 2024, s. 40, ISBN 978-83-965888-2-1