Grzegorz Trochimczuk: 71 dni

Książka serdeczna

Jana Cichockiego recenzja książki

71 dni. Opowieść mężczyzny z sercem kobiety. REA-SJ, Warszawa 2019

Abyś żył
musi bić twoje serce
w nieprzerwanej pogoni

Grzegorz Trochimczuk jest poetą wyrafinowanym, intelektualnym, nieustannie poszukującym. Jego strofa lekka, barwna i dźwięczna, ale przecie zza nadwkrzańskiej mgły czy kontemplacji kaukaskich wierchów, klangoru żurawi w oddali, codziennej krzątaniny, co i raz daje znak pytanie o byt, o trwanie człowiecze.
Było mi dane zapoznać się z tą książką zanim zaczerniła kartki papieru. Grzegorz Trochimczuk nosił się z nią od dłuższego czasu, rozważał warianty, szukał odpowiedzi na wątpliwości. Rozmawialiśmy. I oto jest.
Teraz piszę te słowa, żeby komplementować Autora, ale też zachęcić każdego z was do wzięcia jej do ręki, do przeczytania. Tylko ostrzegam: wciąga. Można nie oderwać się do rana.
To piękna ale i dziwna książka. Mam pewien kłopot z określeniem jej gatunku literackiego. Napisał ją prozą. Powieść? Może nawet mini saga rodzinna. Zapewne można mówić o prozie, tekst układa się od marginesu do marginesu. Ale przecież zdradza pióro poety metafora, obrazowanie, specyficzna narracja. Zresztą tekst przetykany jest strofami wierszy i bynajmniej nie dla efektownego złamania tekstu. Są też wywiady z ludźmi w taki czy inny sposób związanymi z kardiologią i transplantologią. Ale przede wszystkim dziennik. 71 dramatycznych dni przed i po jego operacji przeszczepienia serca, przywołanych chronologicznie sprzed dziewięciu lat. A więc coś z memuarystyki?
Trochimczukowe 71 dni doskonale się czyta. To ważne, gdyż autor podjął temat najważniejszy z ważnych: ratowanie życia ludzkiego. Bez mentorstwa, bez zadęcia, dla każdego przystępnie. A przecież tę książkę można z powodzeniem uznać za podręcznik dla ludzi oczekujących na przeszczepienie serca a następnie odbywających niełatwy proces rehabilitacji. Tak zresztą oceniła to kadra specjalistów-transplantologów z anińskiego Instytutu Kardiologii. Jest to także mądry i delikatny poradnik dla osób bliskich „biorcom” i „dawcom”. A co nie mniej ważne – dla tych, od których zależy byt polskiej transplantologii, która, jak pamiętamy, po nieodpowiedzialnych słowach i gestach przeżywała głęboki kryzys.
Zawsze wtedy, kiedy dotykam miejsca na piersi, gdzie odczuwam równy rytm bijącego serca. Serca, które nie boli – pisze autor. I dodaje: To jest największe szczęście. które można odczuć. I cud, który się zdarzył na ziemi.
Nie chcę opowiadać treści „opowieści mężczyzny z sercem kobiety” – żeby nie odbierać przyjemności czytelnikom. Jednego wszak nie mogę sobie odmówić – zamyślenia o osobie dawczyni Grzegorzowego nowego serca. Słowa proste, ale jakże przenikające: Nie myślałem na początku kim byłą ani jak zginęła. Czy to było podczas wypadku? Może była jakąś zwariowaną motocyklistką albo niefortunną pasażerką roztrzaskanego samochodu? Tego prawdopodobnie nie dowiem się nigdy. Nie poznam nawet imienia. Ale być może serce jej pozwoli mi w przyszłości ustalić przynajmniej, czy była dobrym człowiekiem.
Ledwie 300 stroniczek wyrazistego tekstu. A jakże wielka i potrzebna książka.
Jan Cichocki