Jak klocki lego z kąta zabaw malca
zbiorę wspomnienia, rozsiane na wietrze
i dom zbuduję — ze słonecznych błysków,
z wypraw na łąki, z tego co mi szepce
pamięć, królowa mych nocy i ranków,
dni, co minęły ścięte niby łany.

A w domu moim, może to zbyteczne,
postawię ołtarz, abyś ty, kochany,
gdy kiedyś zajrzysz przypadkiem, przelotem,
ciskając gromy, cedząc groźne frazy,
znalazł tu siebie, poczuł się witany
i ujrzał serce bez cienia urazy.