Ryszard Ulicki rozmawia z Markiem Wawrzkiewiczem: Zrobić coś dla polskiej kultury

Marek Wawrzkiewicz

Ryszard Ulicki: W imieniu czytelników "Miesięcznika" składam ci życzenia sukcesów i skuteczności z okazji kolejnego - trzeciego już wyboru na prezesa Związku Literatów Polskich. Ten wybór, w czasie jubileuszowego XXX Zjazdu, wpisuje cię na listę pisarzy najdłużej sprawujących ten zaszczytny urząd. O ile dobrze pamiętam, trzykrotnymi laureatami tej "nagrody publiczności" byli: Jarosław Iwaszkiewicz i Piotr Kuncewicz.
Marek Wawrzkiewicz: Za życzenia serdecznie dziękuję, zwłaszcza, że zarówno pismo jak i czytelnicy "Miesięcznika" są szczególnie bliscy mnie i członkom naszego związku. Niestety, już kilka dni temu zacząłem żałować, że wyraziłem zgodę na kandydowanie po raz czwarty na przewodniczącego Oddziału Warszawskiego i trzeci raz na prezesa całego związku.

Otrzymałem bowiem list od pani prezydent Warszawy, która odpowiada negatywnie na interwencję wicemarszałka Sejmu RP Jerzego Wenderlicha w sprawie Warszawskiej Jesieni Poezji, notorycznie przez władze miasta sekowanej. Trzeba przyznać, że Ratusz wykazuje niezwykłą konsekwencję w dziedzinie polityki kulturalnej, a nawet idzie pod prąd tej nadziei, która zrodziła się po niedawnym kongresie kultury, zakończonym podpisaniem porozumienia między twórcami i rządem. Z pisma wynika, że ratusz nie chce wspomagać finansowo jednego z dwóch największych w Europie festiwali poezji gromadzących co roku przeszło 100 poetów z kraju i zagranicy. Od wielu lat nikt z władz miasta nie odwiedza Domu Literatury, gdzie odbywa się rocznie około 40 imprez.
Napisałem list do pani prezydent informując w nim o wynikach XXX zjazdu, zapewniając ją, że nasza organizacja nadal istnieje, a także wyraziłem nadzieję, że będziemy mogli spotkać się z nią i poinformować o naszej sytuacji oraz planach. List został skwitowany milczeniem. Mamy więc prawo sądzić - potwierdzają to stosunki z Biurem Kultury, że obecność ZLP w życiu kulturalnym stolicy jest dla warszawskich włodarzy niewygodna.
- Aż trudno uwierzyć, że osoba tak bardzo zatroskana budowaniem wizerunku Warszawy jako europejskiego centrum - także życia kulturalnego - mogłaby nie dostrzegać istnienia Związku Literatów Polskich skupiającego ponad 1200 członków, a zwłaszcza jego największego - ponad 300 osobowego oddziału warszawskiego, inicjującego wiele spotkań, wieczorów autorskich, imprez, a zwłaszcza wspomnianej Warszawskiej Jesieni Poezji, o której głośno od Pekinu do Chicago, w której uczestniczą pisarze z Chin, Wietnamu, całej Europy i dziesiątków innych krajów na całym świecie i którzy rok rocznie zabierają ze sobą w świat specjalną publikację z pieczęcią warszawskiej inicjatywy, która jest de facto ważnym działaniem promocyjnym.
- Mnie jest również bardzo trudno przyjąć ten fakt do wiadomości, ale postawa pani prezydent jest tylko częścią większej całości; dygnitarstwo i wszechwładza urzędnicza nigdy przedtem tak nie rozkwitało. We władzach wszystkich szczebli zasiadają wyłącznie geniusze, którzy wiedzą najlepiej, jak uprawiać politykę kulturalną. Zbędne są im wszelkie rady z zewnątrz, a istnienie związków i stowarzyszeń twórczych jest tylko i wyłącznie kłopotem. Nie oszukujmy się: liczne ciała doradcze, społeczne komisje, zespoły i porozumienia są listkiem figowym mającym legitymować urzędniczą ignorancję i samowolę. Nie znaczą nic i nie mają żadnej siły sprawczej. Jestem przekonany, że obowiązkiem wszystkich ludzi kultury jest walka o powrót do urzeczywistniania haseł społeczeństwa obywatelskiego, którymi tak gorliwie szermowano w początkach transformacji ustrojowej. O losach i randze kultury powinni decydować artyści i ci, którzy zawodowo i społecznie kulturę upowszechniają. Urzędnicy mają im służyć, a nie decydować. W społeczeństwie obywatelskim jego członkowie są pracodawcami urzędników i oni są dla nich. Mimo szczytnych haseł nic się nie zmieniło. Nadal jesteśmy natrętnymi petentami.
- Spróbujmy zatem opisać tego "natrętnego petenta", który puka od lat do wielu drzwi.
- Związek Literatów Polskich liczy przeszło 1200 członków. W czasie ostatniej, czteroletniej kadencji zmarło 58 naszych kolegów, zaś na podstawie wniosków Komisji Kwalifikacyjnej przyjęto w tym czasie lub - zgodnie z nowym statutem - nadano status członka zwyczajnego 164 dotychczasowym kandydatom.. Największym oddziałem, jak sam wspomniałeś, jest oddział warszawski liczący w tej chwili 313 członków, a obok niego do najliczniejszych należą: poznański, krakowski, kielecki i rzeszowski. W poprzedniej kadencji mieliśmy 23 oddziały Związku. Obecnie jest ich 20. Stało się tak, ponieważ dzięki dobrej woli i mądrości kolegów zlikwidowana została wymuszona na Zarządzie Głównym i odrobinę nienormalna sytuacja istnienia dwóch oddziałów w jednym mieście, połączyły się oddziały: wielkopolski i poznański. Ze względów statutowych przestały istnieć dwa oddziały - radomski i ciechanowski. I z tego głównie powodu wystąpiło ze Związku, bądź też zostało skreślonych z listy członków 14 osób. Związek to nie tylko Zarząd Główny, ale także nasze Oddziały, w których toczy się i pulsuje życie. W tym roku odbyły one swoje zebrania sprawozdawczo- wyborcze. W wielu z nich wybrano nowe władze. Z otrzymywanych sprawozdań, relacji i osobistych kontaktów wynika, że w większość oddziałów systematycznie prowadzona jest działalność upowszechniająca literaturę współczesną i pielęgnująca tradycje literackie regionów. Dużą aktywnością wykazują się oddziały: kielecki, poznański, dolnośląski, krakowski, rzeszowski, bydgoski i gorzowski. Pomyślnie przełamują trudności oddziały w Łodzi, Lublinie, Płocku i Zielonej Górze. Duże nadzieje budzi reaktywacja - po wielu latach - oddziału w Opolu, a także wybór nowych władz w Białymstoku i Katowicach. Z bólem serca muszę powiedzieć, że bardzo trudna sytuacja zapanowała w oddziale słupskim, niegdyś aktywnym - oddział ten nie wybrał nowych władz i delegatów na Zjazd.
Nasze oddziały w olbrzymiej większości nie mają swoich siedzib. Słuszne są więc decyzje o współpracy z bibliotekami wojewódzkimi i innymi placówkami kulturalnymi, w wyniku czego w nich właśnie nasi koledzy mają swoje adresy i sale do dyspozycji na działalność związkową.
Pozytywnym elementem opisywanej sytuacji związku na terenie kraju są informacje o zamiarze powołania dwóch kolejnych oddziałów - mazowieckiego, skupiającego kolegów z różnych miast województwa oraz częstochowskiego.
- Zjazdy, wybory nowych władz, zebrania sprawozdawczo-wyborcze czy wielkie imprezy literackie to wyjątkowe chwile w życiu każdej pisarskiej organizacji. Czasem - choć nie za często - o tym słychać i "widać" w telewizji, radiu i prasie. Znacznie mniej, a nie bałbym się powiedzieć - prawie wcale - nie mówi się o "codzienności" członków i struktur ZLP.
- Nasz czas rozstrzygnął definitywnie stary dylemat: czy książka jest towarem, czy czymś więcej. Książka artystyczna, współczesna proza i poezja polska przegrywa z czytadłem. System rozpowszechnienia uległ rujnacji, pisarz nie może się utrzymać ze swojej pracy, w stosunkach z wydawcami stoimy na przegranej pozycji, dramatycznie spada czytelnictwo. W tej sytuacji spoczywa na nas obowiązek nie tylko dobrego pisania, ale też popularyzowania współczesnej literatury. Toteż szczególną rolę w naszej codzienność odgrywa to, co już robimy, choć, być może, robimy to ze zbyt małym nakładem energii, mało współcześnie i mało pomysłowo. Wierzę jednak, że organizowane przez nas w całym kraju promocje nowych książek, wieczory autorskie, lekcje literackie w szkołach, jubileusze pisarzy, świętowanie ważnych rocznic literackich, to działania w tej trudnej sytuacji słuszne i potrzebne. Oceniamy, że organizujemy rocznie kilkaset takich imprez i akcji mimo, że w tej kadencji tylko raz uzyskaliśmy ministerialną dotację na ogólnopolską akcję upowszechnienia literatury rozdzieloną między oddziały. A poza tym są mniejsze i większe święta literatury - sympozja, seminaria, konkursy, a także organizowane przez nasze oddziały imprezy o zasięgu ogólnopolskim i międzynarodowym. Dość wymienić poznański, długowieczny Listopad Poetycki, polanickie spotkania Poeci bez Granic, Galicyjską Jesień Literacką i - na koniec - Warszawską Jesień Poezji, której 40 edycja odbędzie się (miejmy nadzieję) w październiku tego roku. O działalności Oddziału Warszawskiego ZLP chcę powiedzieć więcej nie dlatego, że każda pliszka., a dlatego, że obrazuje ona sytuację dotyczącą nas wszystkich.
W związku z zaistniałą unią personalną i tą samą ekipą organizatorów i realizatorów nie ma precyzyjnego podziału imprez organizowanych przez Oddział Warszawski i przez Zarząd Główny.
W minionej kadencji odbyły się 4 Warszawskie Jesienie Poezji. W latach 2007 i 2008 otrzymywaliśmy jeszcze dotacje z Urzędu Miasta, w następnych już nie. Również w tych samych latach udzielał nam wsparcia Instytut Książki. W latach 2009 i 2010 po ciężkiej walce zdobyliśmy raz 30, a raz 35 tys. z Narodowego Centrum Kultury. Tak więc musieliśmy dziury łatać zdobywając fundusze z innych źródeł. Warszawska impreza gromadzi każdorazowo około 100 poetów, w tym 20 - 30 poetów zagranicznych Odbywają się koncerty, wieczory galowe w prestiżowych placówkach, wystawy, biesiady poetyckie, noce poezji, a przede wszystkim spotkania autorskie i lekcje poetyckie - w dobrze przygotowanych i zainteresowanych szkołach i placówkach stolicy i Mazowsza. Co roku w ramach Jesieni odbywa się przeszło 200 takich imprez, wymaga to wielkiego wysiłku organizacyjnego i ciężkiej pracy. Po Jesieniach zostają książki, bowiem wydaliśmy kolejne 4 obszerne antologie poetów - uczestników WJP.
W minionych czterech latach dwukrotnie przyznaliśmy nagrody im. Iwaszkiewicza, w ciągu ostatnich dwóch lat nie udało nam się jednak zdobyć funduszy na tę nagrodę. Za to pod patronatem Zarządu Głównego zorganizowaliśmy ogólnopolski konkurs poetycki na wiersz o Warszawie, odbyliśmy przeszło 100 śród literackich w Domu Literatury, kilkanaście poważnych sesji, wieczorów jubileuszowych, wieczorów wspomnień i rozpoczęliśmy cykl "Ocalić od zapomnienia", którego celem jest przywrócenie pamięci o wielkich pisarzach zmarginalizowanych w czasach wszechwładzy kultury.
Uchwała poprzedniego Zjazdu zobowiązywała nas do stworzenia strony internetowej Związku. Niemal natychmiast powstała, w ciągu 4 lat miała ona przeszło 21 mln odwiedzin. Bezinteresownie prowadzi ją Miłosz Kamil Manasterski, którego przykład i zaangażowanie zmobilizowało wielu naszych członków do sięgnięcia po ten nowoczesny sposób komunikowania się z czytelnikami oraz środowiskiem pisarskim w kraju i za granicą.
Wielokrotnie uczestniczyliśmy również jako związek w Międzynarodowych i Krajowych Targach Książk,i wystawiając na naszym stoisku własne wydawnictwa i książki kolegów. Finansowe rezultaty są nikłe, ale ważny jest fakt zaistnienia związku na tym forum. W roku ubiegłym odbyły się pierwsze Warszawskie Targi Książki, a my byliśmy jednym z kilku patronów honorowych. W roku bieżącym również patronujemy WTK i w ich ramach organizujemy 3 imprezy. Nie przeceniamy naszego udziału w tych i wielu innych przedsięwzięciach, chcemy jednak, aby było widoczne, że związek istnieje, a pogłoski o jego śmierci są grubo przesadzone.
- Wspominałeś o dosyć licznym udziale zagranicznych pisarzy zwłaszcza w Warszawskiej Jesieni Poezji, a zatem - jak wygląda dziś współpraca międzynarodowa związku i jego kontakty z zagranicznymi organizacjami pisarskimi?
- Jakiś czas temu wpadł mi w ręce biuletyn informacyjny ZG ZLP z roku 1978. Aż 12 stron zajmował w nim opis współpracy międzynarodowej związku - wyjazdów indywidualnych i grupowych naszych kolegów, wizyt pisarzy zagranicznych u nas. Czasy te należą do bezpowrotnie minionej przeszłości. Ale przecież kontakty międzynarodowe są dla nas niezbędne: służą promocji zagranicznej naszej literatury, pozwalają nam na zorientowanie się w problemach naszych zagranicznych partnerów, ułatwiają pracę tłumaczy. Kontakty te są w dużej mierze zależne od pomocy Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a jest ona absolutnie symboliczna. A jednak: dzięki naszym międzynarodowym imprezom gościmy u nas kolegów z wielu krajów, odwiedzają nas delegacje kilku związków pisarzy, zdarzają nam się wyjazdy na zagraniczne imprezy literackie lub też w ramach wymiany wizyt.
Zorganizowane przez nas przy pomocy Gdańskiej Wyższej Szkoły Humanistycznej niespełna 4 lata temu literackie seminarium polsko-ukraińskie owocowało podpisaniem umowy z Narodowym Związkiem Pisarzy Ukrainy. 22 naszych kolegów odwiedziło w tym czasie Ukrainę. W tym roku Ukraina będzie gościem honorowym WJP.
Od 10 lat stałymi gośćmi WJP są poeci chińscy. W zamian uczestniczymy w festiwalu poezji w Qinghai, wymieniamy się też delegacjami - w ostatnich latach Chiny odwiedziło 13 naszych kolegów.
Owocem podpisanej kilka lat temu umowy ze Związkiem Pisarzy Litwy był plener poetycko - plastyczny w Oborach, a potem 2 plenery na Litwie - w Nidzie i Druskiennikach, bywamy też na innych imprezach organizowanych przez ZPL, podobnie jak nasi litewscy koledzy u nas. Często odwiedzają nas pisarze z dalekiego Wietnamu, 5 naszych kolegów było w tym kraju. Niestety, zawieszone zostały oficjalne, dobrze rozwijające się kontakty z pisarzami rosyjskimi, których owocem były 4 seminaria. Bierzemy jednak udział w literackich imprezach w Rosji, a nasi rosyjscy przyjaciele i koledzy - nie tak licznie jak kiedyś - jednak uczestniczą w naszych spotkaniach i imprezach literackich.
Mamy również niezłe kontakty z pisarzami Słowacji, Macedonii, Serbii, Czech i Białorusi, a ostatnio współpracę zaproponował nam Związek Pisarzy Niemieckich, zapraszając nas na Festiwal Literatury w Lipsku.
- Wprawdzie dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach, ale warto coś niecoś powiedzieć o kondycji materialnej Związku, którego Zarząd Główny ma siedzibę w tak prestiżowym miejscu i budynku, z którego okien widać stojący po sąsiedzku Zamek Królewskie oraz Kolumnę Zygmunta.
- Niestety, na wspaniałych widokach z okien kończy się ten nasz "luksus". Nasza sytuacja materialna jest constans - dlatego mogę powtórzyć to, co mówiłem na XXIX Zjeździe, 4 lata temu, bo nasza sytuacja niewiele się zmieniła - a jeśli już, to raczej na gorsze... Pisaliśmy wówczas w sprawozdaniu m. in. Pieniędzy jest coraz mniej, bariery biurokratyczne rosną niebotycznie, działalność Związku nie może być dotowana przez państwo, a tzw. dotacje celowe są coraz skąpiej przydzielane. Chcę jeszcze raz powtórzyć: na naszą codzienną działalność nie otrzymujemy - podobnie jak inne stowarzyszenia twórcze - żadnych dotacji, nie pozwala na to prawo. Dotacje celowe, to są dotacje na poszczególne imprezy czy akcje. Składamy co roku ok. 30 wniosków, z czego pozytywnie załatwionych jest 8 do 10, przy czym otrzymujemy ok. 15 % sum, o które prosimy. Działalność wszystkich władz naszego związku ma charakter społeczny i nikt z nas nie pobiera wynagrodzeń, a bardzo często z prywatnych pieniędzy pokrywamy koszty związane z działalnością Związku.
- Kiedy się patrzy na długą listę programowych inicjatyw Zarządu Głównego oraz zarządów oddziałów terenowych to nieodparcie nasuwa się myśl o pieniądzach, bo bez nich nie da się zrobić czegokolwiek.
- Nasz Związek nie jest - łagodnie mówiąc - pupilem władz. Wprost przeciwnie. Odczuliśmy to szczególnie dotkliwie w ostatnich latach. Już dwa lata, jak wspominałem, Urząd Miasta Stołecznego Warszawy nie daje ani grosza na naszą flagową imprezę - Warszawską Jesień Poezji. Już dwa lata Instytut Książki pod naprawdę bagatelnymi pretekstami formalnymi odrzuca nasze wnioski na tę imprezę. Tylko dzięki interwencjom i awanturom w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego udaje nam się wyżebrać wsparcie stanowiące ? kosztów WJP. Nie udało nam się uzyskać odpowiedzi na pytanie, czy prawdą jest, że 60% środków, które państwo przeznacza na kulturę, pochłania administrowanie kulturą. Ale z całą pewnością nasze państwo nie jest państwem obywatelskim - jest państwem urzędniczym. Załatwienie czegokolwiek w jakimkolwiek urzędzie jest wielkim pasmem udręk i upokorzeń; urzędnicy już na zawsze zapomnieli, że to nie my dla nich, a oni są dla nas. W tej sytuacji co roku występujemy z żebraczymi pismami do około 30 wielkich firm, prosząc o wsparcie różnych naszych inicjatyw. Otrzymujemy cztery lub pięć odpowiedzi zdecydowanie odmownych, dwie lub trzy budzące nadzieje - reszta jest milczeniem. W latach ubiegłych niewielkimi sumami wspierały nas fundacje BRE Banku i BGŻ, Grupa ITI, JSK Architekci, Stowarzyszenie Autorów ZAIKS, Społem, CIECH, Wspólnota Polska i kilka innych drobniejszych firm, ale są to tylko krople w morzu naszych potrzeb. Nie żyje się nam łatwo - nie tylko ze względu na powszechnie wszystkim znane trudności w uprawianym przez nas zawodzie, ale i biurokratyczne i finansowe przeszkody w działalności upowszechnieniowej a ta - w sytuacji kryzysu systemu rozpowszechniania książki - wydaje się nam szczególnie ważna. Podstawą naszej codziennej działalności powinny być składki członkowskie, ale nie są. Członkostwo w ZLP jest cenione i prestiżowe, ale gotowość do finansowego wspierania Związku jest wypadkową mizerii materialnej naszego środowiska.
- Mimo wszystkich zaklęć i pomysłów, które prezentowano na Zjeździe rzeczywistość jest dosyć ponura. Dziś związkowi daleko do niegdysiejszej świetności. Jednym z objawów tego stanu była mizerna reprezentacja przedstawicieli władz - nie tylko państwowych, ale i rządowych. Przybycie na zjazd wicemarszałka sejmu Jerzego Wenderlicha i jego przyjazne wystąpienie oraz obecność nikomu nieznanej urzędniczki z kancelarii Prezydenta RP, która zresztą dosyć szybko oddaliła się do dużo ważniejszych niż zjazd obowiązków, to były wydarzenia raczej " na otarcie łez". To na tobie spoczął obowiązek tchnięcia nadziei i wskazania najważniejszych kierunków działań ZLP. A więc dokąd związek będzie zmierzał?
- Jeśli Związek Literatów Polskich chce zrobić coś dla polskiej kultury, a zarazem odzyskać pozycję społeczną, na jaką zasługuje, jeśli chce, żeby się z nim poważnie liczono, jeśli jego głos ma być słyszalny - nie może się ograniczyć do dotychczasowych działań.
Po pierwsze: musimy zapewnić sobie przyszłość. Jeśli młodzież literacka - a jest to młodzież utalentowana - nie bardzo do nas się garnie, nie przychodzi do nas, to my powinniśmy zacząć bywać tam, gdzie oni się zbierają. Zaproponowałem więc powołanie w trybie pilnym ciała związkowego, które wypracuje nowoczesny, nowatorski program pracy z młodzieżą literacką.
Po drugie: MKiDN opracowało program rozwoju czytelnictwa. Wezwałem, by poprzeć ten program, bo inwestowanie w czytelnika jest dobrym pomysłem. Ale: imponująca cyfra 250 mln na 5 lat przeznaczona na remonty bibliotek, zakupy książek blednie, kiedy ją podzielić na 5, a potem na liczbę mieszkańców kraju, który pod względem poziomu czytelnictwa jest na szarym końcu Europy. Musimy pomyśleć o tym, co zrobić, żeby zachęcony do czytania człowiek dostał do ręki książkę, a nie czytadło w lakierowanej, jaskrawej okładce. Co zrobić, aby co 10 lat nowy czytelnik otrzymał żelazną porcję klasyki polskiej i obcej. Co zrobić, aby wprowadzić niektóre elementy skandynawskie wspomagające rozwój twórczości rodzimej. W tej sprawie musimy się porozumieć z SPP i PEN-clubem w celu stworzenia wspólnego ciała zdolnego do wypracowania mądrego, przyszłościowego programu.
Z programu takiego mogłoby wyniknąć unormalnienie stosunków na linii pisarz - wydawca - dystrybutor - księgarz - bibliotekarz. A nawet wprowadzenie w życie zapomnianego terminu "honorarium autorskie".
Nowe władze związku - nie tylko naszego - powinny namolnie powracać do hasła państwa obywatelskiego, co sprowadza się do starań o odurzędniczenie państwa, o obecność przedstawicieli związków i stowarzyszeń twórczych w ciałach decydujących o sprawach kultury, o oczyszczenie społecznych działań na rzecz kultury z formalistycznych i dygnitarskich naleciałości. Powinniśmy powołać - najlepiej przy wsparciu pozostałych organizacji pisarskich - zespół, który stworzy białą księgę urzędniczych absurdów i będzie ją głośno i uparcie promował, który czarno na białym udowodni, że przepisy, procedury i biurokratyczne przerosty uniemożliwiają społeczne organizowanie i animowanie działalności kulturalnej.
Moją nadzieję na współpracę całego środowiska pisarskiego ożywia doświadczenie z uprawiania poletka, które nas wszystkich żywi i trzyma przy życiu. Od przeszło dwudziestu lat wspólnie z kolegami z SPP i Pen Clubu pracujemy w zarządzie Fundacji Domu Literatury i Domów Pracy Twórczej, której dyrekcji zawdzięczamy nie tylko wsparcie, ale i coraz lepsze warunki pracy Obecnie z naszej strony w zarządzie zasiadają: Walentyna Mikołajczyk - Trzcińska, Andrzej Żor i ja. Współpraca ta układa się co najmniej poprawnie i to może rokować pewne nadzieje na przyszłość. Jesteśmy bowiem w dalszym ciągu zdania, że podział środowiska literackiego nie służy ani naszej literaturze, ani nam.
- Od ośmiu już lat kierujesz Związkiem Literatów Polskich. Nigdy ta funkcja nie była spokojnym azylem ani też lukratywną synekurą. Powiedzmy sobie szczerze: środowisko nie jest łatwe. Pełno wśród nas ludzi wrażliwych, czasem pokaleczonych, a czasem bardzo ambitnych. Możliwości zaspokajania licznych potrzeb i oczekiwań są raczej mizerne. Wiem, że kilka osób zwracało się nawet o nominowanie do literackiego Nobla. Nie wspomnę o setkach propozycji druku i wezwań do zapoznania się z bogatym dorobkiem literackim całego życia wielu anonimowych do niedawna pisarzy i poetów. Coś jednak musi cię "nakręcać" do tej nie zawsze wdzięcznej harówki.
- Osiem lat temu po raz pierwszy powołano mnie na to stanowisko. To szmat czasu, niekiedy myślę, że jestem osiem lat starszy, ale dosyć szybko mi to przechodzi, ponieważ kontakt z wieloma wspaniałymi twórcami działa odmładzająco. Na szczęście dopisuje mi zdrowie. W ciągu tych minionych ośmiu lat przeżyłem okresy goryczy, zniechęcenia, ale także wiele chwil pięknych i wiele wspaniałych spotkań z przyjaciółmi. Jestem człowiekiem koncyliacyjnym i z trudem znosiłem nieporozumienia, rozdźwięki i krzykliwe różnice zdań - choć zdaję sobie sprawę, że jest to swoisty przywilej naszego środowiska. Zawsze jednak będę uważał, że jedną z najważniejszych z ważnych spraw jest jedność naszej organizacji i lojalność wobec niej - i o nie do członków związku nieustannie apeluję. Nadal liczę na wsparcie wielu starszych i tych najmłodszych kolegów, przyjaciół i współpracowników. Zaliczam do nich przewodniczących naszych oddziałów, którzy wykazują wiele pomysłowości i są autorami nietuzinkowych działań dobrze służących kulturze narodowej. Wiem, że mogę na nich liczyć. Wielkim wsparciem jest dla mnie ta grupa pisarzy, którzy stanowią organizacyjny i intelektualny filar Oddziału Warszawskiego.
Pełniąc funkcje prezesa ZLP pracuję nie tylko dla przyszłości, ale także ani na chwilę nie zapominam o moich wspaniałych poprzednikach i wielkiej tradycji związku.
Przypomnę czytelnikom "Miesięcznika", że I zjazd Związku Zawodowego Literatów Polskich odbył się w Krakowie, we wrześniu 1945 roku. Związek liczył wówczas 320 członków i 38 kandydatów. Do zjazdu, który otworzył prezes tymczasowego Zarządu Głównego Julian Przyboś, depesze przysłali prezydent, premier i minister kultury. Jednogłośnie na prezesa wybrano Jarosława Iwaszkiewicza.
X zjazd ZLP obradował w grudniu 1959 roku w Warszawie i zgromadził 72 delegatów Związku, który miał już 12 oddziałów. Z prezesury ustąpił wówczas Antoni Słonimski, a nowym prezesem został Jarosław Iwaszkiewicz.
XX zjazd - katowicki - (kwiecień 1978 r.) zapisał się w historii związku jako jeden z najbardziej burzliwych. Jan Józef Szczepański odczytał długą listę książek zatrzymanych przez cenzurę i pisarzy będących na indeksie. Andrzej Braun, który po raz pierwszy na takim forum wymienił nazwę Katyń, mówił o białych plamach w historii Polski i o tematach niedozwolonych. Następnego dnia na bankiecie w Ministerstwie Górnictwa wicewojewoda śląski bardzo ostro zaatakował Andrzeja Brauna. Ze zdecydowaną obroną pisarza i integralności zjazdu wystąpił Jarosław Iwaszkiewicz. 127 delegatów reprezentujących wówczas 1290 członków na nowego prezesa Związku wybrało Jarosława Iwaszkiewicza. Tegoroczny - jubileuszowy - XXX Zjazd Związku Literatów Polskich odbył się przy udziale 160 delegatów, z których większość, mimo fatalnej komunikacji kolejowej, wytrwała do samego końca, co jest optymistycznym symptomem poczucia współodpowiedzialności za losy związku, naszej literatury i kultury narodowej.
- Na koniec - jakże by inaczej - pomówmy o Marku Wawrzkiewiczu-pisarzu. Czy wobec tak licznych obowiązków, a wiem, że w siedzibie związku jesteś codziennie od rana do wieczora - masz jeszcze czas na własną twórczość? No więc, mistrzu - jakie masz plany?
- W ciągu ostatnich czterech lat wydałem 4 książki - wiersze i szkice. W pewien sposób wróciłem do pracy translatorskiej - ukazał się w moim przekładzie kazachski epos narodowy " Kys Żibek". Mam poczucie długu wobec współczesnej poezji rosyjskiej, w której pojawiła się nowa konstelacja poetów. Zamierzam również powrócić do przekładania poezji ukraińskiej. Uważam siebie za mistrza świata w dziełach rozpoczętych, a nie kontynuowanych. Z komputera szczerzy na mnie zęby rozpoczęta powieść "Słońce", słuchowisko "Rozmowy z Kasią", komedia "On" i zakrojony na około 400 stron esej wspomnieniowy "Nie do zapomnienia". Obchodzę komputer szerokim łukiem, ale może się do niego zbliżę.
Najszybciej chciałbym wydać "Pisma zebrane" - zbiór moich pism w sprawie dotacji dla związku do urzędów, fundacji, firm itd. Cóż to za finezyjna, intelektualna, przewrotna i modlitewna literatura! Horror harmonijnie łączy się w niej z farsą, błaganie z szantażem, wysoka poezja z kupczeniem własnym ciałem - melancholikom dla zabawy, głupcom dla nauki, mądrym dla czynności samobójczych!
- Serdecznie dziękuję za rozmowę.

© 1920 – 2017, Związek Literatów Polskich. Wszelkie prawa zastrzeżone.