Rozmowa z Pawłem „Darkaraghel’em” Rejdakiem: Nagroda jak grom z jasnego nieba

Paweł „Darkaraghel” Rejdak

Otrzymałeś właśnie Literacką Nagrodę Okolicznościową Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego...
Paweł „Darkaraghel” Rejdak: Nagroda jaką otrzymałem, a w zasadzie wieść o niej spadła na mnie jak przysłowiowy grom z jasnego nieba. Jestem młodym, stawiającym pierwsze kroki autorem, nie spodziewałem się zatem nagród, a już w szczególności nagrody takiego kalibru jakim jest Nagroda Ministra Kultury. To znaczące dla twórców wyróżnienie jest jednym z dwóch (pomijając odznaczenia i stypendia) nagród Ministerialnych przyznawanych twórcom w systemie corocznym. Na liście laureatów mogą znaleźć się tak osoby posiadające już ogromny bagaż doświadczeń i dzieł literackich jak i te osoby, które w świecie swej twórczości stawiają pierwsze kroki, wszystko zależy od decyzji Pana Ministra i jego doradców badających twórczość autora.

Nie ma w tym nic dziwnego, jeśli ktoś ma otrzymać Nagrodę Ministra Kultury to jego twórczość musi zostać zweryfikowana. W moim przypadku tak właśnie było.
Dla zainteresowanych mogę dodać, iż Literacka Nagroda Okolicznościowa zwana też Nagrodą Specjalna (taka nazwa widnieje na dyplomie) składa się z części formalnej – dokumentów nadania nagrody, listu gratulacyjnego od Pana Ministra Bogdana Zdrojewskiego, formy ozdobnego dyplomu, a także z drugiej części jaką jest dołączona doń nagroda finansowa.
Twój debiut nie należał do łatwych... Trudno było ci zainteresować swoją książką wydawców.
Przez wiele miesięcy, niemal rok, rozmawiałem z wieloma wydawcami, jednak wyniki tych rozmów nie były zadowalające, dlatego zdecydowałem się sam zostać wydawcą. To fakt – dołożyło mi to masę pracy, ponad tę literacką, czyli pracę nad samym tekstem, ale jestem bardzo zadowolony z wyniku.
Autor i wydawca w jednej osobie to teoretycznie idealny układ. Czy naprawdę?
Hm, moim zdaniem nie, ale to jest kwestia subiektywna, osobistego odbioru. Każdy z nas lubi coś innego, to co jednym sprawia trudności i wzbudza niechęć dla innych może być jak „bułka z masłem.” Dla mnie samego proces wydawniczy jest ciężką i mozolną pracą gdzie zaangażowany jest szereg szczegółów technicznych nie mających zupełnie nic wspólnego z prawdziwą domeną pisarza czyli z literaturą. To kwestia umowy z drukarnią, wyboru papieru, przeprowadzenia korekty i redakcji tekstu, przygotowania tekstu do składu i łamania, a następnie prace nad okładką. Gdy to już zostanie ukończone i mamy książkę w ręku, przed autorem pojawia się największy z progów, który musi pokonać – dystrybucja.
Moim zdaniem, wydawanie samemu to bardzo trudny i żmudny proces.
Zostańmy jeszcze przy twojej pierwszej książce. Jak myślisz – dzisiaj jako laureat nagrody Ministra – co właściwie sprawiło, że wydawcy nie byli zainteresowani twoim debiutem? Czy to niechęć do podejmowania ryzyka?
Wiesz, naprawdę trudno mówić mi za wydawców, trudno odgadnąć czym się kierowali. Zapewne jak to w większości przypadków bywa, część nie chciała ryzykować, część odrzuciła tekst, bo nie spodobał się w redakcji, inni znów nawet go nie przeczytali i wrzucili do niszczarki. To norma, nie ma się co oszukiwać.
Fantastyka z całym jej bogactwem wydaje się zamkniętym światem, który rządzi się swoimi prawami – zarówno jeśli chodzi o czytelników, autorów jak i wydawców. Takie wrażenie sprawia przynajmniej dla osób spoza tego kręgu...
Mnie jest niezwykle przyjemnie, gdy dostaję listy od czytelników, których zarówno wiek, jak i profesja wskazuje na to, że urodzonymi fanami fantasy to oni wcale nie są. Z uwagi na dużą dawkę sensacji i kryminału, osadzonego w realiach fantasy i spory zastrzyk realności jakim staram się nasycać moje utwory udaje mi się zainteresować czytelników o różnorakich upodobaniach. To cieszy mnie najbardziej!
Czy możesz nam objaśnić swój pseudonim?
To po prostu imię, bez przenośni, bez ukrytego znaczenia. Tak jak Paweł czy Miłosz. Imię, po prostu. Jednak wybrałem je gdyż dobrze pasuje do konwencji fantasy.
Wygrałeś niedawno olimpiadę literacką...
Udało mi się (jakimś cudem) zdobyć pierwsze miejsce na tak zwanej I Olimpiadzie Literackiej organizowanej przez kwartalnik fantastyczno-kryminalny Qfant. Zmagania młodych pisarzy trwały około dwóch miesięcy, gdzie każdy mógł sprawdzić swe siły mierząc się z innymi twórcami w sześciu kategoriach. Mnie udało się wygrać cztery z sześciu konkurencji i to zagwarantowało mi złoty medal.
Jesteś członkiem Oddziału Kieleckiego Związku Literatów Polskich. Tymczasem wiele osób z naszego pokolenia uważa, że przynależność do Związku Literatów Polskich nie jest im do niczego potrzebna... Że organizacja zawodowa pisarzy dzisiaj nie ma sensu...
Nie dziwi mnie ta ignorancja. Wierz mi, iż gdy próbowałem kiedyś pochwalić się niezwykłym dla mnie sukcesem, wręcz honorowym wyróżnieniem jakim było przystąpienie do Związku Literatów Polskich spotkałem się aroganckimi przytykami i głośnym śmiechem. Brak zrozumienia dla kultury i pozycji tak elitarnego związku profesjonalnych twórców jest typowym przejawem barbarzyństwa i upadku obyczajów. Z tym trudno walczyć i powiem ci szczerze, iż nie zamierzam, bo nie jestem Don Kichotem. Kto tego nie rozumie, kto nie rozumie kultury tego już nic, ani nikt nie uratuje. Być może ty i ja zostaniemy dinozaurami młodego pokolenia, ale nawet jeśli to ja nigdy nie zrezygnuję z piękna i niezwykłości jakie może dać człowiekowi tylko obcowanie z literaturą.
Jakie są najbliższe plany laureata?
Trzecia książka już napisana, będzie to horror-kryminał osadzony w czasach obecnych w Nowym Jorku. Mogę zdradzić tylko jedno – tekstem wstępnie zainteresowało się aż siedem wydawnictw. Co z tego będzie, zobaczymy.
Rozpocząłem także wstępne prace nad czwartą książką, która będzie kontynuacją dwóch poprzednich, czyli Oka Węża i Gniewu Meleghorna, jednak całkowicie odeń różną. Sam jestem ciekawy jak mi to wyjdzie.

© 1920 – 2017, Związek Literatów Polskich. Wszelkie prawa zastrzeżone.