Anna Rossmanith - rozmowa z Marią Szyszkowską: Szczególny stan upojenia

Zacznijmy od pytania najpilniejszego, o sens życia...
Maria Szyszkowska: Sensem życia dla mnie jest możliwie jak najpełniejsze istnienie, ale na pewno zespolone z dążeniem do zmiany świadomości otaczających mnie ludzi. To, co stanowi sens życia łączy mnie z innymi nie zaś oddziela. Z tego powodu właśnie bardzo chętnie spotykam się z ludźmi w rozmaitych miastach i miasteczkach. Piszę z wewnętrznej potrzeby, ale jednocześnie zależy mi bardzo, żeby wpłynąć na czytelników i nakłonić ich do większej odwagi myślenia i życia po swojemu.

Czy ma Pani poczucie bliskości prawdy?
Maria Szyszkowska: To są momenty, to nie jest stan ciągły. Za każdym razem taka chwila odkrycia jakiejś prawdy, czy zobaczenia znanych zjawisk z nowej perspektywy powoduje szczególny stan upojenia, radość dotarcia do nieznanego.
Znany jest Pani krytyczny stosunek do własności prywatnej. Czy nie lubi i nie chce mieć Pani rzeczy na własność? Swojego domu, ogrodu, stołu...
Maria Szyszkowska: Chcę, karcę sama siebie za to, że marzę o samochodzie. Ale mnie osobiście jest przykro, że widzę ludzi bardzo bogatych i głodujących. Uważam, że powinny istnieć granice posiadania rzeczy na własność. Niesprawiedliwe jest, że jedni otrzymują bardzo niskie wynagrodzenie, a inni są niepomiernie wyżej wynagradzani. Jesteśmy świadkami wyrastania wielkich fortun, których nie można się dorobić mrówczą pracą, a więc budzą niepokój czy nie powstały w drodze wykorzystywania luk w prawie albo innych niezbyt szlachetnych metod. Wolność staje się frazesem, jeżeli zachodzą między ludźmi wielkie dysproporcje materialne. Na przykład mądrość Chińczyków polega na tym, że dba się o to, by tworzyła się grupa ludzi średniozamożnych. Nie jest zdrowa sytuacja taka jak u nas: mała grupa bogaczy i rzesza biednych. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy była i jest prywatyzacja nie zawsze w pełni uczciwie przeprowadzana i w ogóle prywatyzacja, bo ze wspólnego majątku mieli odnieść korzyść wszyscy.
Piętnuje Pani w swoich książkach, a także na wykładach, konformizm uczonych. Czy konformizm polityków jest mniej bolesny?
Maria Szyszkowska: Potępiam każdą postać konformizmu. Konformizm odczłowiecza, powoduje, że pod znakiem zapytania pozostaje charakter danego człowieka. Pisałam w ostatniej książce, że nie wpuszczam do domu konformistów.
Czy nie ma ich w Senacie Rzeczypospolitej?
Maria Szyszkowska: Z konformistami można spotkać się wszędzie, ale zapraszanie do domu to zupełnie inna sprawa, to wyraz zgody, aprobaty. Unikam kontaktów towarzyskich opartych o interesowność, w związku z tym jestem wolna od dylematu, czy konformistę zaprosić do domu. Nie mam zaufania do ludzi wypierających się publicznie swoich poglądów ze względu na jakieś korzyści.
Koncepcje człowieka, podkreślające wolność światopoglądową jednostki, rozgraniczają prawo i moralność. Czy udało się Pani zarazić senatorów tym rozgraniczeniem?
Maria Szyszkowska: Nie, na pewno nie, bo nie mam okazji do spotkań i dyskusji towarzyskich. Ale, ponieważ ta sprawa jest tak ważna, organizuję w Senacie konferencję na temat moralności polityków ostatnich dziesięciu lat, będzie wtedy okazja do dyskusji.
Jest taki temat, który u wielu budzi grozę. Swoim jednoznacznym stanowiskiem zdobyła Pani kolejnych wrogów. Klonowanie.
Maria Szyszkowska: Twórczość artystyczna, literacka, podobnie jak badania naukowe, nie znosi żadnych ograniczeń. Osoby poszukujące nowych dróg muszą mieć wolność dla swoich dążeń. Myślę, że nie często zdarza się tak wielki opór wobec badań naukowych jak obecna wrzawa, mająca na celu zakazanie klonowania. Interesujące jest, że podobnego oporu i siły sprzeciwu nie doczekały się rozmaite wynalazki, mające na celu zabijanie ludzi, np. bomba atomowa. Jeżeli jest prawdą, że żyjemy w państwie demokratycznym, to uczeni, którzy nie czują się związani nakazami swojego kościoła, dążącego do zakazu klonowania, powinni móc prowadzić badania naukowe. Przecież dzięki klonowaniu będzie można ludzi chorych przemieniać w zdrowych, być może niewidomi odzyskają wzrok, a osoby pozbawione kończyn, zaczną się poruszać, a więc klonowanie może wyzwolić ludzkość od chorób i znacznie przedłużyć ludzkie życie. Czyli może nas uszczęśliwić. Najsilniejszy jest w człowieku instynkt samozachowawczy i kapłani rozmaitych religii też lękają się śmierci, pragnąc dłużej żyć. Nie spieszą się do spotkania z Bogiem po tamtej stronie. Dlaczego więc zakazywać klonowania, które jest zgodne z marzeniami o bardzo długim życiu w zdrowiu. Zresztą, jeżeli zostanie wprowadzony zakaz, to i tak badania będą prowadzone po cichu. Podobna sytuacja wytworzyła się kiedyś w związku z sekcją ludzkich zwłok. Katastroficzne wizje związane z klonowaniem nie są uzasadnione, bo każde odkrycie można wykorzystać w celach negatywnych i pozytywnych. Nie zapominajmy, że rzeczywiste niebezpieczeństwo czai się nie w badaniach nad klonowaniem, lecz w trwającej od wieków zgodzie na prowadzenie wojen i w obłudnym nazywaniu ich wojnami sprawiedliwymi. To nie klonowanie lecz wynalezione środki masowej zagłady mogą zagrozić ludzkości.
Nasuwa się pytanie o naturę człowieka...
Maria Szyszkowska: Wszystko wskazuje na to, że nie jest prawdą zaszczepiany nam pogląd o instynktach społecznych, które rzekomo mają charakteryzować człowieka. Kierują naszymi poczynaniami instynkty i można w uzasadniony sposób mówić o aspołecznym charakterze ludzkiej natury.
Warszawa została oklejona plakatami z wizerunkiem jednego z Pani seminarzystów, kontrowersyjnymi, bo w wielu mediach namiętnie oprotestowanymi. Zapytam naiwnie, czy Pani wie dlaczego?
Maria Szyszkowska: Wiem dlaczego. To jest bardzo piękny plakat, wyróżnia się na tle innych, ale są na nim dwaj nadzy mężczyźni, a u nas panuje pruderia obyczajowa i nietolerancyjność, która niestety znamionuje Polaków, prowadząc do oburzenia i zgorszenia wobec tego, co wiąże się z cielesną sferą człowieka, a szczególne oburzenie i niechęć wywołują związki ludzi tej samej płci.
Dlaczego nie wierzy Pani w miłość idealną?
Maria Szyszkowska: Bardzo cenię idee, w tym wizje idealnej miłości, ale nasz ludzki świat jest zdążaniem ku temu, co doskonałe i w rezultacie żyjemy w świecie niedoskonałym. Przejawem tego jest nietrwałość miłości i jestem przekonana, że heteroseksualna większość naszego społeczeństwa powinna czerpać wzory ze szczególnego pielęgnowania uczuć miłości, co zdarza się stosunkowo często w środowiskach homoseksualnych.
Czy ceni Pani wyżej przyjaźń?
Maria Szyszkowska: Tak. Przyjaźń jest wiecznotrwała. Nie ma kresu. Poza tym łączy się z daleko idącymi podobieństwami, a gdy chodzi o miłość to bardzo często zakochane są w sobie osoby krańcowo od siebie odmienne.
Jan Stępień mówi, że ma tylko troje przyjaciół: Marię, psa i kota...
Maria Szyszkowska: Moja próżność i egoizm są zaspokojone. Jaś bardziej ceni kontakt ze zwierzętami niż z ludźmi. Milcząc porozumiewa się z nimi.
W czasie spotkań z szerszą publicznością powtarza się w Pani wypowiedziach zdanie: „męża można zmienić”. Czy mężczyźni nie potrzebują być jedyni, wieczni i bezcenni?
Maria Szyszkowska: Męża można zmienić, a nawet należy, z dwóch powodów: wtedy, gdy miłość wygasa albo gdy nadmiernie cierpimy przez tego, kogo kochamy. Natomiast przyjaźń ma tę zaletę, iż jest nieprzemijająca. Mówię o tym, że męża można zmienić, bo nasza obyczajowość wciąż negatywnie ocenia rozwody. Znam wiele osób, które męczą się razem czekając aż dziecko zda maturę czy skończy studia. Takie poświęcenie nie ma najmniejszego sensu, a ponadto nie docenia się wrażliwości dzieci, które czują znacznie więcej niż wiedzą.
Czy mąż poeta to wielka osłoda w życiu polityka i profesora?
Maria Szyszkowska: Tak. Bo poeci są obdarzeni wrażliwością, wyobraźnią, a ponadto są niesłychanie precyzyjni w wyrażaniu myśli. Poezja wiąże się z filozofią, a to pozwala już przy śniadaniu podejmować dysputy, wywracające nieraz świat do góry nogami. Zabawne są takie śniadania, gdy zaczynamy mówić o rzeczach samych w sobie.

© 1920 – 2017, Związek Literatów Polskich. Wszelkie prawa zastrzeżone.