Wiersze zagranicznych gości 43. Warszawskiej Jesieni Poezji

Radovan Brenkus (Słowacja)

Kiedy śnię z bestią,
grzeje mnie w krwawieniu kosmosem
tunel niepokrzywiony bogiem.
Jak komicznie stawia się doczesny dom,
tak tragicznie się wierzy w cokolwiek wieczne.
Nawet śnieg nie topi się na rozkaz.
Dlatego dziewicze serce przed nim
boleje uporczywiej niż naznaczone,
smutek osamotnionych bogiń
przypomina spoczynek martwych
na kamieniu. W ołowianym zmierzchu
chodzi o odzwierciedlanie aniołów,
gdy spala się noworodki.
Raj – przepiękna trumna,
z powodu której zapomina się o człowieku.
Taki sennik dotyków dmuchacze
podają z rąk do rąk,
z mgły do mgły na języku.
Aby zbywalne dziecko rosło
na traceniu serca.

Inna o żeglugę wyspa
zasiedlona przez siostry, pełne czegoś pustego.
Gdy podlewam różę, ich łzy
oczyszczają zamiast ognia.
I kiedy półmartwi nie widzą drogi,
kroczą ich nogami,
a oni razem, cali nieprzytomni,
myślą jakby za drugie światy,
aby się nadzieja ucieleśniała
już między nimi i żyli swoimi marzeniami.
Nikt nie musi mnie przekonywać o zbawieniu:
dopiero zapomnieniem daruje się przebaczenie.
Do wiary, co się nie lęka swobody, takiej
strasznej dla tłumów, aż nie do uwierzenia,
wkroczą też widziadła, cięższe
o bezduszność niejednych rąk,
jednak z poparzeniami na twarzy
mogę spojrzeć w lustro:
gdyby się nie mogło być,
nie byłoby inne nie być.

Przetłumaczyła Marta Pelinko

Michał Bukowski (Austria)
jeszcze nie wiem

wiersz
wyimek z mej realności
co to za chwilę żyć będzie już sam
i sam stanie się realnością
inną
odrębną
jaki on będzie?
co mnie zabierze, a innym
zaniesie?
słowa niesforne czasami
rozbiegają się
i nie chcą
a czasami jak dobrzy przyjaciele
zasiadają ufnie na kartce papieru
i są
a ja
jeszcze nie wiem

Karl Grenzler (Niemcy)
Zagubiona w tęczy

dobiera kolory
swoich sukienek
szali torebek
kolczyków wisiorków
bardzo starannie z
odrobiną niezdecydowania
do czerni melancholii
dodaje
czerwień miłości
koniuszkiem języka
próbuje smaku
koloru karminowego
między palcami
przesypuje
garść żółtego
zastanawia się nad
pastelowymi odcieniami
zapachu uniesień
szuka
odcieni błogości
coraz bardziej
zielonymi oczami
spogląda w
zielone zwierciadło
oczu ukochanego
widzi że
jest ozdobą tego
co na sobie nosi
Uciekając przed łzami
chowasz się pod
posiwiałe skrzydła
anioła stróża
można zaprzepaścić się
w podskrzydłych przestrzeniach
gdzie czas się zatrzymuje
a słowo gubi
zatrzymany tu i teraz
w czasie
z którego
nie ma wspomnień
szukasz słowa
klucza do zapamiętania
bezprzestrzeni
zatrzymanego teraz

Lam Quang My (Wietnam)
Słucham twojego śpiewu Quan ho*

„Kochanie, nie wracaj do domu...”
Ten śpiew burzy ciszę letniej nocy.
Rozległa jest krajna Quan ho.
Twój śpiew rozfaluje gwiezdną zasłonę.
„Chciałabym cię znowu zobaczyć...”
Nawet wiatr nie chce rozproszyć twoich słów.
Bogato złożony twój strój.
I splątane jest moje uczucie do ciebie.
„Wchodzimy na wzgórze Quan doc”.
Czy ktoś zechce wejść tam ze mną?
Twój śpiew skraca letnią noc.
I przenosi moją miłość do Hoi Lim.
Śpiewaj pieśń „Giao duyen”**
By nasze serca oparły się o burtę łodzi.

* Quan ho - popularna melodia ludowa wietnamska.
** Giao duyen – Jedna z pieśni Quan ho, śpiewana dla ukochanego, zwykle wykonywana na płynącej łodzi.
Z jęz. wietnamskiego przełożyli: Autor i Paweł Kubiak

Burze

Okrutnie świeciło słońce
paląc rozsądek i delikatność
dając początek nienawiści i wściekłości
Grzmot błysnął nadzieją
I padał deszcz który głaskał
I nie wiedzieliśmy
że te krople z trucizną
pochodziły z atmosfery ziemskiej
I wiatr
początkowo przyjemny
uczucie wyschło
a potem coraz silniejszy
i zniszczył wszystko
Czy już po tych burzach żyjemy
Czy jeszcze przed nimi?

Z jęz. wietnamskiego przełożyli: Autor i Edward Osiecki

Ekatierina Polianskaja (Rosja)

* * *
Kocham cię, życie...
K. Wanszenkin

Gdybym się urodziła, powiedzmy, w pejzażystych Niemczech,
Tam, gdzie tak akuratnie – krowy, łopiany i skały,
To lubiłabym piwo, zbierała pieniądze i wieńce,
Szanowałabym prawo i pewnie wierszy nie pisała.
Gdybym się urodziła w lekkomyślnie kobiecej Francji,
Tam, gdzie dobre są wina, perfumy, miłosne zapały,
To flirtując – na wiek swój patrzyłabym z dystansem,
Wpadałabym w romanse i pewnie wierszy nie pisała.
Gdybym się urodziła w złocistej, śpiewającej Italii,
Tam, gdzie niebo się śmieje, a słońce grzechy wypala,
Gdzie cytryna dojrzewa, winorośla się pną i tak dalej,
Śpiewałabym jak ptaszek i pewnie wierszy nie pisała.
Ale ja żyję w Rosji, nie skarżąc się na Boskie wyroki,
By w nocy nie zamarznąć, spalam deski z podłogi
I nie wiem, za co kocham to gorzkie i to srogie,
To nieprzytulne życie. I wierszy nie pisać – nie mogę.

Przetłumaczył Marek Wawrzkiewicz

Aarne Puu (Estonia)
Lekcja historii

Znów
na Plantach
kwitną kasztany
to znaczy że wiosna
i niedługo matury
nieopodal na ławce
chłopak z dziewczyną
są wiosennie zakochani
ale teraz uczą się historii
kiedy była wojna w Wietnamie
i kto był prezydentem USA
przed Obamą
niechcąco słucham pytań i
nie zawsze prawidłowych odpowiedzi
potem na chwilę w delikatnym
pocałunku łączą się ich usta
i dalej trwa lekcja historii
już nie muszę się uczyć
tego przedmiotu
wystarczy że sięgnę
w zakamarki
mojej pamięci
ale miejsce
obok mnie
pozostaje
puste

Kraków 22.02.10

© 1920 – 2017, Związek Literatów Polskich. Wszelkie prawa zastrzeżone.