Roman Tomaszewski: Zawsze i wszędzie

Ciszo zalegnij wokół. Matce głos oddaję
Ona przychodzi zawsze jak dzisiaj ta wiosna
Ciepło i niewidocznie, gdy łąki odtają
Ona stanie gdzie zechce, a wszędzie Jej można
A nie braknie jej nigdy bo Świętość jest wieczna

Chociaż zmarszczka pod okiem mówi, że czas płynie
W myślach o Niej lub dla Niej czuję się bezpieczny
I zabieram Ją wszędzie i zawsze i ninie
Matko proszę bądź zdrowa i niech Cię nie boli,
że tak los po swojemu układa to życie
On chce dobrze wiesz przecież i od jego woli
nie umiemy uciekać ni z nią walczyć skrycie
Popatrz Matko żonkile niby słońce świecą
niech me myśli do Ciebie z ich światłem dolecą

© 1920 – 2017, Związek Literatów Polskich. Wszelkie prawa zastrzeżone.