Prawo do siebie (Andrzej Zaniewski o twórczości literackiej Kazimierza Kochańskiego)

„Wiersz nie wart słowa,
a myśl pointy,
gdy obok trwa to,
co trwa obok,
gdy nie chcą móc ci,
co chcieć mogą,
gdy się zaciska
krąg obłędny.”
„Czemu tak”
KOLEKTA – Kazimierz Kochański
Czasy są niespokojne, a życie wciąż nas zaskakuje... Poeci, pisarze, artyści, wszyscy owi nadwrażliwcy, niekiedy szaleńcy odnotowują w swej twórczości, w swych dziełach ten właśnie niepokój – nieprzewidywalność losu. Kazimierz Kochański podejmuje w swych wierszach, piosenkach, fraszkach tematy i wątki tradycyjne, a równocześnie bliskie nam, aktualne, ważne... 9 książek, a w tym 4 tomy wierszy, 4 zbiory fraszek oraz „Kanty-Lenki” – kilkadziesiąt tekstów piosenek po polsku i angielsku – oto dotychczasowy, ujawniony dorobek poety, opublikowany od debiutu w „Zielonym Sztandarze” w roku 1980.

Czy to już całość? Wszystko, co ukrywają szuflady? Co ukrywa wyobraźnia? Wyobraźnia również muzyczna, melodyczna, bowiem poeta komponuje, staje się bardem, artystą estrady, wykonawcą swych pieśni, ballad, impresji... a znając pisarza-poetę-trubadura od lat wielu, wiem, że lubi zachować tajemnicę, wyreżyserować niespodzianki, jest konsekwentny w wypełnianiu podejmowanych zamierzeń, co w pracach tak ulotnych jak liryka nie jest łatwe.
Wysoko oceniam poetycką twórczość Kazimierza Kochańskiego zawartą w opublikowanych już tomach: KONFESJE, KROKI, KRECHA, KOLEKTA... To subtelna, delikatna poetyka, pełna osobistych dygresji, wizyjna i refleksyjna, nowoczesna w obrazach, a jednocześnie nawiązująca do przeszłości w formach: w rymach i rytmach. Autor – wyczulony obserwator, zmagający się z wewnętrznym niepokojem istnienia, osiąga mistrzostwo w kompozycji krótkich, zwięzłych form, w precyzyjnym, nowatorskim definiowaniu pojęć: ... „Nożyce zegarów/ ścinają kolejne dni/ jak kwiaty...”, „Miłość/ ... / stara / wierna jak pies/ wciąż nieśmiała”, „ To nie życie ucieka nam/ to my/ oczekujemy każdego jutra/ Niecierpliwie/ Bezpowrotnie”... Na szczególne uznanie zasługuje cykl „Zamyślenia” z celnymi zdaniami-aforyzmami: „Żyję/ na tyle/ ile we mnie strachu”. To już odsłanianie jaźni, stanu własnej duszy, najgłębszych myśli i lęków, próba sformułowania programu etycznego i estetycznego, przeznaczonego również i dla czytelników. Słowa stają się widocznymi narzędziami procesów intelektualnych, dopasowanymi do obrazu, ułożonymi jak wielobarwne szkła w horyzontalnym witrażu wiersza. I natychmiast pojawiają się skojarzenia z koncepcjami wielkich, a już nieobecnych poetów: Juliana Przybosia i Zbyszka Jerzyny... Pierwszy dostrzegał znaczenie słowa-skrótu myśli, drugi rozszerzał zakresy pojęć... Kazimierz Kochański łączy różnorodne koncepcje, nie rezygnując z osobistych interpretacji. Jest przecież lirykiem przyrody, chociaż sferę opisów traktuje z wyraźną powściągliwością. Mówi też o swoim „ja”, jednak z rezerwą, unikając spowiedzi, obnażania wnętrza... a równolegle potrafi wykrzyczeć „Bez niedomówień” gorzkie prawdy o miłości. Staje się rzecznikiem dnia powszedniego małych miasteczek, nie większych niż dłonie... Modli się, lecz są to litanie-manifesty pragnień i rozczarowań ludzką niedoskonałością.
Cechą wspólną wielu utworów poetyckich jest wyczuwalna melodyka, rytmy wewnętrzne... I tu poezja łączy się z piosenką, a raczej KOLEKTA z KANTY-LENKAMI. Ten brak wyraźnej granicy między wierszem a tekstem do śpiewania, to również cecha wyróżniająca twórczość Kochańskiego. Podejrzewam, że pisze niektóre ze swych wierszy śpiewając w myślach, a gdyby żył w czasach mistrali i tyrtejów, byłby być może znanym i uznanym pieśniarzem, epikiem, lub twórcą romansów. Oczywiście piosenki Kazimierza Kochańskiego dostosowywane są już w zamyśle do warsztatu kompozytora i aranżera. Do tych wymagań dostosowywany jest szyk wyrazów w zdaniach, ilość sylab w każdej frazie i ... rymy, a jak wiadomo te męskie – jednosylabowe, nacechowane ostentacyjnością brzmieniową, są piętą achillesową (też rym tylko żeński) naszego wężowo-syczącego języka. Tymczasem autor KANTY-LENEK pokonał wszelkie te trudności z finezją doświadczonego lingwisty-tekściarza. I nie jest z mojej strony to tylko komplement, bowiem Kochański mógłby zaimponować swą techniką zapisu i słowotwórczą oryginalnością wielu profesjonalnym autorom przebojów.
Również tematyką piosenki Kochańskiego odbiegają od popularnych, dość przecież banalnych standardów. „Za dużo słów!/ Wiele wiesz, / lecz nie wszystko mi mów” – brzmi jeden z refrenów. A ostatnia zwrotka bluesowego utworu „O co chodzi”, przekornie dźwięczy w pamięci, wzbudzając liczne przypomnienia, skojarzenia, refleksje.
„Nie o mą także
idzie myśl,
o w wierszu sens zawity.
Ale o bezwstyd!
Oby on
nigdy cię nie dotyczył”.
KIPIEL, to po KARAMBOLU drugi zbiór fraszek, a równocześnie prawdziwa kipiel intelektualna, tematyczna, problemowa. Widać też, że Kochański sięga do najlepszych wzorców od Kochanowskiego i Krasickiego poczynając, aż do Sztaudyngera...
„Powiem ci wprost, albowiem
nie warto sprawy gmatwać;
nie wyzbywaj się cienia,
on jest świadectwem światła.”
Zwraca uwagę subtelny kunszt, tej przemyślanej, poetyckiej wypowiedzi oraz powrót do symboliki światła i cieni, błysku i ciemności, tak ważnych w mistycznych i kosmogenicznych wyobrażeniach, jak również w literaturze światowej. Drobna fraszka, a wokół niej narasta tyle skojarzeń, wyobrażeń, niedopowiedzeń. W ogrodzie fraszek Kazimierza Kochańskiego odkrywamy jeszcze dwa tomy zatytułowane KAKOFONIA i KURIOZALIA przepięknie zilustrowane przez znakomitego Jacka Frankowskiego. Dochodzą tu do głosu najbardziej osobiste uczucia autora, reakcje na aktualne wydarzenia społeczne, polityczne, kulturalne, na krzywdę, podłość, głupotę, fałsz... Subtelny bard przeobraża się w walczącego Tyrtajosa, który zgodnie z legendą wysłany został zamiast wojska przeciw Ateńczykom i swymi pieśniami natchnął Spartan do zwycięskiego boju.
„Idź do tego co cię skrzywdził
i zapytaj jak się czuje,
może nie wie kim jest, kim był,
więc niczego nie żałuje.”
Nieskończone są możliwości fraszki, jak niewyczerpane jest bogactwo tematów podejmowanych przez utalentowanego satyryka. A nie zapominajmy, że w Grójcu urodził się Piotr Skarga, jezuita, kaznodzieja, niestrudzony tropiciel wszelkiej herezji, różnowierców i wszystkich niemieszczących się w ramach ówczesnego katolickiego dogmatyzmu... a równocześnie ojciec prozy polskiej – pisarz o niezwykłej wyobraźni i ciętym piórze. Czy mieszkający w tym mieście poeta w ostrości swej krytyki, w wyrazistej wizji, w sposobie wypowiedzi nie bywa jego spadkobiercą? To mogą ocenić tylko czytelnicy...
Jest przecież możliwe, że po wierszach, piosenkach, fraszkach pojawi się książka prozą, do czego już wielokrotnie autora KOLEKTY zachęcałem.
Kończąc krótkie omówienie twórczości Kazimierza Kochańskiego chciałbym zwrócić jeszcze uwagę czytelników na zjawisko litery K – dużego K, z którym poeta związany jest od początku swego zaistnienia imieniem i nazwiskiem, a wszystkie tytuły jego książek zaczynają się od tej właśnie litery. Sądzę, że nie jest to przypadek, a raczej świadomość swej autorskiej tożsamości, próba podkreślenia związków między osobowością pisarza-poety a jego dziełami, to po prostu niezbywalne prawo do siebie.

© 1920 – 2017, Związek Literatów Polskich. Wszelkie prawa zastrzeżone.