Kazimierz Słomiński: Gdy słowa znaczą

Wiesław Malicki

Poniższy tekst napisany został w kwietniu 2007 r. Pomyślany był jako posłowie do przygotowanego przez Wiesława Malickiego (na zdjęciu obok) zbiorku, który miał nosić tytuł „Gdy słowa znaczą” i stanowić pierwszą z czterech zaplanowanych publikacji, podsumowujących dotychczasowy dorobek aforystyczny Autora. Zbiorek ten, zawierający 351 aforyzmów, nie zdążył ukazać się za Jego życia. Wiesław Malicki, wybitny polski poeta i aforysta, zmarł 15 maja 2011 r. Sądzę, że zawarte tutaj uwagi pozostają aktualne nie tylko w odniesieniu do omawianych utworów, ale i całokształtu Jego twórczości aforystycznej.
„Gdy słowa znaczą”... Tytuł tego tomiku jak i zawarte w nim utwory to swoiste wyzwanie. Wyzwanie wobec otumaniającego nas medialnego szumu. Słowa, które znaczą, przekładają się na wartości nieprzemijające, nie bardzo za to albo i wcale dają się wymieniać na pieniążki i dobra doczesne.

Można by postawić pytanie, po co człowiekowi w naszej rzeczywistości potrzebny jest aforyzm. Kiedyś mówiono, że filozofia jest królową nauk. Ale przyszedł wiek dwudziesty i skutecznie obrzydził nam filozofię, a ideologia okazała się efektownym oszustwem. Zachwianiu uległo poczucie tradycji, historii, patriotyzmu, ludzkiej godności, człowieczeństwa. Przypomina mi się powiedzenie Milovana Vitezovića, serbskiego aforysty: Historia była naszą nauczycielką życia. Nagle przyszli jacyś zboczeńcy i zgwałcili naszą nauczycielkę. Nie jest przypadkiem, że w środkowej i wschodniej Europie w drugiej połowie XX wieku rozwinęła się sztuka aforyzmu i jej rozwój trwa nadal. Mało tego, odzywają się głosy, że właśnie aforyzm to gatunek literacki XXI wieku.
W okresie powojennym aforyzm, mimo że ciągle się rozwijał, nie był u nas gatunkiem kochanym. Zakładał nieufność do schematów myślowych i językowych, demaskował przywary i ograniczenia, starał się przełamywać bariery dzielące ludzi i tłumiące ich osobowość. Było to podyktowane koniecznością przetrwania, obrony i ocalenia człowieka, jego godności, osobowości, kultury. Tym bardziej dzisiaj, w dobie tzw. transformacji, kiedy głos rozsądku okazuje się głosem wołającego na puszczy... W zaistniałej sytuacji artysta musi jakby na nowo uczyć się rozumieć i porządkować świat, żmudnie rekonstruować sensy rozbite na tysiące odłamków.
Wiesław Malicki urodził się w 1935 roku we Lwowie, mieście o niepowtarzalnym klimacie (właśnie ze Lwowa wywodzi się i Stanisław Jerzy Lec i kilku innych znaczących polskich aforystów). Jego dzieciństwo przypada jednak na trudny okres okupacji i narodowościowych antagonizmów. Po wojnie, jak wielu polskich repatriantów, opuścił miasto swego dzieciństwa i osiadł w Opolu. Jest wspaniałym poetą, dramaturgiem i publicystą, zaliczany jest do czołówki współczesnych polskich aforystów. W roku 1967 wydał pierwszy tomik wierszy, zaś w 1986 – pierwszy zbiorek aforyzmów „Z dna soczewki”. Znamienny jest aforyzm, który posłużył jako motto do tego skromnego jeszcze zbiorku: Nawet najbardziej niezależna myśl zbliża nas do innych, myśli niewolnicze – oddalają.
Niniejszy tomik (wraz z przygotowywanymi trzema kolejnymi) to podsumowanie dotychczasowej twórczości aforystycznej Wiesława Malickiego. Otwiera go sentencja: Gdzie pojawia się człowiek, rodzą się pytania. Zaakcentowanie pojęcia „człowiek” już na samym początku tomiku nie jest przypadkowe. Jak zauważył Kazimierz Orzechowski w posłowiu do antologii „Żądło i miód mądrości”, tematyka aforyzmów sprowadza się w sumie do jednego głównego hasła: „człowiek”.
Podobno wszystko zostało już powiedziane, dlatego i prawdy o człowieku trudno jest wypowiadać tylko w sposób do końca poważny. Stąd i ironia, zaprzeczanie banałom, chwytanie powszechnie uznanych prawd za słowa. Ale właśnie w tych formach, jak w żadnych innych, ważna jest osobowość twórcy. Aforyzm może być przewrotny, ale nie znosi fałszu. Musi być więc odważny i nosić pieczęć indywidualnego przeżycia. Indywidualny światopogląd łatwiej pozwala trafiać w uniwersalia.
Utworom Wiesława Malickiego nieobca jest sztuka głębokiego i niełatwego paradoksu: Przebaczaj. Tylko silni potrafią tak się mścić. Albo: Uznanie chodzi z białą laską – nawet gdy widzi.
Cechą charakterystyczną jest maksymalizm moralny:
Uważaj! Kamień, który spada tobie z serca, może kogoś zranić.
Póki marzenia uskrzydlają, warto wyżej budować gniazda.
Cóż nam po własnym wyciszeniu, gdy w innych krzyczy.
Niejednokrotnie towarzyszy mu moralny niepokój i wynikający ze sceptycyzmu smutek:
Tam, gdzie człowiek odebrał wodzie przejrzystość, w jej mętnym lustrze nie potrafi odnaleźć
swej twarzy.
Człowiek raz kupiony sprzedaje się już potem sam.
Za plecami nieuwagi rodzi się zło.
Dobro osobiste i dobro ogółu stykają się na ogół plecami.
Smutek ten znajduje przeciwwagę w myślach ocalających, chociaż nigdy nie jest to łatwy optymizm:
Niezwykły jest ten kraj, gdzie mieszkają zwyczajni ludzie.
Mądrość nie umiera wraz z nami. Na brzegu pozostają bursztyny.
Jednak cechą charakterystyczną aforyzmów Wiesława Malickiego zawsze pozostaje ciepły, pozytywny stosunek do człowieka. Wspomaga go, o dziwo, humor, ironia:
Rodzimy się spragnieni miłości i suszy nas przez całe życie.
Poza zewnętrzną osłoną słowną i treściową miniatury daje się zauważyć podmiot twórczy, stale obecny, nieraz traktujący rzeczywistość bardzo poważnie, nieraz z przymrużeniem oka, niekiedy z pobłażaniem, ironią, ale i sporą porcją komizmu, zabawy i dowcipu, próbujący poznawać i porządkować to, z czym na co dzień nie zawsze człowiek sobie radzi. Towarzyszy temu pewne wyciszenie i pewne zdziwienie tym, o czym utwory te traktują. Bo już i dziwić się czemukolwiek na tym świecie nie bardzo potrafimy.
Nie mniej istotną rolę odgrywa też liryzm. Autor bowiem, co nie jest u nas zjawiskiem zbyt częstym, jest zarówno wybitnym lirykiem jak i wybitnym aforystą. Niektóre z zawartych w zbiorku drobiazgów to swoiste miniatury poetyckie:
Tuż za kołyską zaczyna się wszechświat.
Dopóki kwitną kasztany, wciąż musimy zdawać maturę.
Już od czasu piaskownicy usta nasze są pełne Sahary i modlitw o wielbłądy.
Nie odbierajmy poetom nadziei. Innej możemy już nie mieć.
Pojawiająca się niekiedy metafora potrafi być porażająca: Gdy nie dociera do nas żadna łza, pustynniejemy.
Szeroki jest „asortyment” środków formalnych, jakie odnaleźć możemy w tych drobiazgach. Widzenie pozornie na opak, przewrotne wyprowadzanie wniosków z zapisanych wcześniej momentów sytuacyjnych, gra słów... Ważne jest jednak, że autor tych środków nie nadużywa. Nie jest z natury prześmiewcą, jest przede wszystkim myślicielem. Prawdy, do których dochodzi i którym daje wyraz, przekonują nas do tego, aby im zaufać. A więc cel, jaki stawia przed sobą aforyzm, jest podobny, jak w przypadku klasycznej francuskiej maksymy, tyle że osiąga się go w sposób całkowicie odmienny. To już nie tyle prawda, którą należy zapamiętać i stosować się do niej w życiu, ale prawda, do której dociera się drogą gorzkich indywidualnych doświadczeń. W posłowiu do zbiorku „W koleinach dłoni” (Kielce 1999): napisałem: To w gruncie rzeczy osobista próba uporządkowania sensów rozbitych na tysiące odłamków. Pełno tu nieoczekiwanych zestawień, paradoksów, przyglądania się słowom, tak aby skrzyły się z różnych możliwych stron.
Tak z grubsza przedstawia się – z mojego indywidualnego punktu widzenia – ogólny obraz aforystyki Wiesława Malickiego, a przynajmniej tych utworów w jego obszernym dorobku, które najbardziej przyciągają uwagę.
Wydzielone aforyzmy rozdzielają zbiorek „Gdy słowa znaczą” na kilka części. Pierwsza część, traktująca przede wszystkim o człowieku, zawiera też miniatury poświęcone płci pięknej:
Latem przybywa kobiet, którym ubywa lat.
Sercem wyróżniłem jedną z gwiazd i wędrówkę do niej nazwałem miłością.
Nie ożenił się dla pieniędzy i to mu dobrze dziś procentuje.
Kolejna część to aforyzmy o ludzkiej kondycji, o wczoraj i dziś, o czasie i wieczności: Komu w drogę, temu życie jeszcze miłe. Dalej zaś obszerny zestaw opatrzony stwierdzeniem: Bez dystansu do prawdy trudno się do niej zbliżyć. Tematyka ta nie powinna dziwić, gdy zdamy sobie sprawę z tego, co usiłowano uczynić z prawdą w XX wieku i jak niełatwo było mieć własne zdanie. Bo w gruncie rzeczy aforysta przez całe życie buduje jedno własne zdanie i czasem mu coś z tego – powiedzmy – wychodzi. A przestrzeń tego zdania, choć czasem to zaledwie kilka słów, może być tak ogromna, że twórca może w niej zawrzeć swą osobowość. Stąd charakterystyczne dla autora spostrzeżenia:
Ramy przyzwoitości zależą od formatu właściciela.
To, co wypłukuje z nas empatię, pogrubia skórę.
Swego rodzaju podsumowanie tomiku otwiera aforyzm: Żadna wizja świata nie jest jego skończonym obrazem. Świat, Ziemia, Europa, ojczyzna, historia i teraźniejszość, polityka, język – to charakterystyczne motywy przewijające się w tych końcowych aforyzmach:
Poczucia taktu nie rodzą werble.
Historia nieraz cierpiała na brak mydła, na brak mydłków – nigdy.
Słowa znaczą, gdy potrafimy w nich się zmieścić.
Zbiorek kończy się jakby duchowym zaklęciem: Oby świat w tym chciał się łączyć, czym mógłby się dzielić.

15.04.2007

© 1920 – 2017, Związek Literatów Polskich. Wszelkie prawa zastrzeżone.