A może jestem jak Safona (o spotkaniu autorskim Magdaleny Węgrzynowicz-Plichty)

Magdalena Węgrzynowicz-Plichta

W zabytkowej siedzibie Krakowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich w Rubinstein Residence przy ul. Szerokiej 12 dnia 30 stycznia 2013 r. odbył się dzięki Mecenatowi Państwa Marzeny i Krzysztofa Pierścionków pierwszy w tym roku kalendarzowym Wieczór Literacki na Kazimierzu. Tym razem w nastrojowym wnętrzu przy świetle świec swoją poezję prezentowała Prezes KO ZLP Magdalena Węgrzynowicz-Plichta. Przed melorecytacjami, w wykonaniu Autorki i zaprzyjaźnionej poetki Renty Batko, słowo krytyczne wygłosił dr Dariusz Piotr Klimczak.

Dariusz Piotr Klimczak
Jak Safona. Magdaleny Węgrzynowicz-Plichty igraszki z Lesbos (fragmenty)
Na jaką tonację nastroiła poetka swoją harfę w „czasie marnym”? (...) czy „ocalała, bo z ni[ą] wieczne i boskie zdziwienie” (Cz. Miłosz)? (...)
Ową postawę poetka explicite et implicite wyartykułowała w całym cyklu safońskim, który powstaje już dekadę. Nieodmiennie, choć zanurzona w historiozofii, Plichta przekształca wszystkie swoje lęki, wszystkie swoje zalety i wady w tradycję „harfy Safońskiej” (która tak wdzięcznie wybrzmiała nam już wcześniej w tomie poetki pt. Łaptaki). Nie mogło zatem i w tomie Pokolenia i premierowym tomie pt. Artefakty zabraknąć greckich reminiscencji (choćby w wierszu Zelos). (...)
Ostatnie jednak zaczerpnięcie wody inspiracji ze studni greckich motywów i symboli odbywa się poprzez intertekstualne wiadro odnalezione na wyspie Lesbos.
I jest to wiadro dziurawe, przez które przeciekła istotna treść oraz sens poetyckiego obrazowania safońskiego świata. Poetka wie, że ma do czynienia ze swoistym sitem, którego dziury (widoczne jako kropki w tekście) chce zalepić zrekonstruowaną na swój sposób treścią. Tak powstaje poetycki palimpsest, już nie fragment, ale sklejone naczynie, odłamek świata pisany na nowo. To jakby zabawa w "archeologię słowa", stąd też tytuł nowego tomu Artefakty. Poetka bawi się w sklejanie/wypełnianie. Na warsztat bierze wykropkowaną poezję Safony. Do naszych czasów dotrwały tylko incipity, czy wyrwane z wersowego uczłonkowania fragmenty wersów (w tłumaczeniu Jadwigi Brzostwoskiej). Plichta z archeologiczną precyzją skleja odłamki safońskiego wiadra czy lepiej cedzaka, wypełniając dziury gipsem własnych inspiracji i refleksji. Tak oto, eolska harfa ożywa w rekonstrukcji. Krakowska Safo chce, już właściwie wypełniona i uczłonkowana, wyśpiewać reminiscencje z nieodbytej podróży w czasy Antyku. (...)
Kluczowym dla zrozumienia tej techniki sklejania jest pojęcie katharsis, w ujęciu arystotelesowskim, będące, jak wiadomo, oczyszczeniem duszy przez doznania artystyczne, odbierane zarówno przez aktorów, jak i widzów. Widzem staje się słuchacz, czytelnik, zasiadający we współczesnym poetyckim Theatronie, na którym rozlega się głos poetki/ek Safony-Plichty:
i dotąd mnie dręcz
aż zjawi się
k a t h a r s i s
język ognia
w kropli wody
co pochłonie mnie (wiersz Katharsis z tomu Artefakty).
Plichta stawia na orchestrze już nie maskę Dionizosa, lecz pełne miłosnych uniesień „lesbijskie imponderabilia” i pozwala nam zanurzyć się w mistycznym brzmieniu eolskiej liry. Plichtowe Safoniania przybierają zatem formę rapsodycznego misterium, w którym czujemy wyraźnie pocałunki i objęcia nie tylko Safony, lecz także jej kontynuatorek (chociażby Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej).
Jednakowoż, wspomniana tutaj technika palimpsestu, jako wypowiedzi wieloznacznej semantycznie, nie jest ideałem poetyckim Plichty. Nadrzędny dla poetyckiego świata autorki Artefaktów jest tylko obraz, ale nie mimetyczny, który naśladuje rzeczywistość, ale symboliczny. Greckie tropy są bardzo ważne – choć na początku mogą sprawiać wrażenie pewnego embarras de richesse, to po pewnym czasie, odbierane właściwym zmysłem, jawią się jako magicznie – ponadczasowe. Akt poetyckiej rekonstrukcji Safony przywraca jej sztuce jeszcze jedną wartość: sacrum. Świętość tworzy most między starożytnością a teraźniejszością, „arkę przymierza między nowemi a dawnemi czasy”. (...)
Safoniana Plichty, choć obdarzone nietrującą dawką eskapizmu, są lekarstwem dla wydrążonej ze świętości duszy. Na szczęście autorka Artefaktów umieszcza w Safonianach motywy, które są nie tylko perłą w koronie jej poetyckiej twórczości, lecz przede wszystkim opromieniającą kosmos sztuki aureolą poetyckości, złożoną na ołtarzu istnienia. Na szczęście są „szpary”, przez które wciska się życzenie, błogosławieństwo, zaklęcie, wyzwolenie, uwielbienie i oczarowanie nawet „prostaczką nie umiejącą z wdziękiem unieść sukni dokoła kostek” (wiersz Rywalka z tomu Artefakty).
Sfera duchowa, stale obecna poza czasem i materią, ma ocalić świat, ma przywrócić mu pierwotną harmonię i piękno. Dla poezji nie ma lepszego sprawdzianu, ocalenia i oczyszczenia (gr. katharsis), jak „niespodziewany strzał Erosa – umizgi zaloty i kontredanse” nawet w lesbijskiej orgii zmysłów, wzwodu brodawek sutkowych, „kolebania bioder” (wiersz Pocałunek). Wszystkie dziury i szpary safońskiego ciała poetyckiego, pomimo pierwotnego braku wersyfikacyjnego uczłonkowania, cudownie zlepiła i nastroiła współczesna poetka. Idźmy zatem tą drogą, „bo z nią wieczne i boskie zdziwienie”...

Magdalena Węgrzynowicz-Plichta
wiersze z tomu „Artefakty”- cykl Safoniczny

SOLARNY SEN

wczoraj wspomniałeś o jaskini
na Krecie niechcący śniłam nas
i chociaż wiem że to tylko sen
to jednak wiedz, że się modliłam,
aby ta noc dwa razy dłużej trwała*
gdy welon nocy wyspę w ciszę
otula a w jaskini tylko serca nasze –
czule przytulasz mnie –
wiedz jednak że modlę się
by ta noc dwa razy dłużej trwała
słoneczny zegar uparcie
zakrzywia czasoprzestrzeń –
nigdy na Krecie nie ja
to jednak modlę się –
oby ta noc dwa razy dłużej
kiedy tylko znów tobie
przyśni się ten piękny
ze mną solarny sen

* Safona

ŚWIT

z twych spojrzeń jak miód słodkich
i z twarzy rozjaśnionej łatwo wyczytać miłość*
powiedziałeś mi szeptem do ucha
musnąwszy nosem policzek
świt zastał nas rozgorączkowanych
w rozrzuconej w nieładzie pościeli
brzaskiem zawstydził się nagości
choć już nie jedno widział
i niczemu dziwić się nie powinien
pierwszym promieniem słońca
zawezwał wiatr żeby wystudził
śmiałe żądze i ukryte pragnienia
teraz śmigłe podmuchy
rozwieszają na drzewach
ślady naszych pieszczot
drżących swawolnie
niczym klucze wiolinowe
do rozpoczęcia ptasich treli

* Safona

 

© 1920 – 2017, Związek Literatów Polskich. Wszelkie prawa zastrzeżone.