Edward Kupiszewski: Poranek

żona mówi – od kogo pożyczę aby oddać –
głosem że aż boli od okna do okna
więc udaję że pieszczota polsilvera
uniosła mnie w górę

zrobi się – mówię – nic to mnie nie kosztuje
a jaśniej stopami rozgarnia pościel
– dla ciebie wszystko płaskie – mówi – skąd ona
to płaskie – myślę – przecież nie pisze wierszy

dzisiaj upływa termin – dodaje gdy kalesony
naciągam na nogi jak opatrunek gipsowy białe
– dostanę premię – a myślę od kogo nie pożyczałem
ale chyba tylko od umarłych

na pewno dostanę premię – całuję ją w nosek
buty sznuruję i spodnie zapinam za drzwiami
z podwórza widzę żonę – stawia czajnik na kuchni
daje mi znaki białymi rękami

© 1920 – 2017, Związek Literatów Polskich. Wszelkie prawa zastrzeżone.