Czytelnia

Barbara Mazurkiewicz: Nie szukaj czegoś, czego się nie wybacza, Posłuchajcie co mówią łubiny, Nie zapomnę o lawendzie, Zmienności I

Nie szukaj czegoś, czego się nie wybacza (czas nie czeka)

Od tamtego dnia,
nie zerwałam kartki z kalendarza
- upływa czas, zaprawiony bólem.
Przegrywam, kiedy chcę zwyciężyć.
Wszystko murszeje z nadmiernej wilgoci.
Rozstępuje się ziemia, rozpływa.

Tam, gdzie jesteś, nie opowiadają bajek.
Żywi noszą pośmiertne maski
zza dnia - wypalają się jak neony.

Odnosisz sukces ze szklanką whisky
w bezdomnym kraju? Świat chybocze
w smugach siwego dymu. Miłość?
podgrzewana optycznie.

W dupie masz wszelkie zasady.
Idziesz za instynktem. Dobre to,
co nienaturalne – tracić pamięć i przylepność.
Odkąd trzymasz z nimi masz rozdwojone jaźnie.

Posłuchajcie co mówią łubiny

Często wbijam wzrok w ziemię
tam gdzie spoczywasz
razem z moją matką -
myślę, że wiem kim byłeś.

Stepy Wołynia wciąż pamiętają lemiesz i konie,
które nosiły cię do zmierzchu po ciężkich ugorach.
U twego boku kobieta sierpem do snu układała łubin,
wieczorem kolacja - czarna kawa, postny chleb;
to mogła być moja babcia.

Ulatnia się zapach waleriany, topnieją zimy.
Gdzieś za rogiem czają się wspomnienia;
mijają noce czarne jak zapamiętane strofy.
Nie wybieram przeznaczenia - skąd te sińce?

Tęsknota ma odgłos tętna
Naucz mnie francuskiego,
a ja sporządzę mapę do Carcassonne.
Zaznaczę Stary Most, Bramę Nabonese,
wieżę i zamek.

Nie zapomnę o lawendzie

i głębokim westchnieniu –
przecież to nie ma znaczenia gdzie
będziesz trzymał mnie za rękę.

Na moim obrazku bawię się w banał –
połykam marzenia, gdyż przyzwyczaiłeś mnie
do rozkoszy bycia, spajania oddechów.

Przystanków nie przeniosę –
tam stare płyty rozbrzmiewają jeszcze
echem naszych kroków.

Wyczytaj prawdę z moich oczu,
każ mi pokochać cuda świata,
tylko nie zadawaj pytań.

Zmienności I

Pozwólcie, że powiem w kilku słowach o
zbyt zimnym, wilgotnym irlandzkim świecie.
Dotarłam promem, ze spojrzeniem bardzo poważnym
- jak ostatnim w matczyne oczy. Zdawało się,
że trzymanie wyznaczonych zasad, może być doskonałe
w tworzeniu ego. Dobrze, że noszę ciemne okulary

Bóg by powiedział - otrzyj łzy. Ot, odezwała się
złośliwość losu. Alki przekrzykują wszelkie dźwięki.
Tutejsze gwiazdy jak pochodnie rozświetlają nadżarte nabrzeża.
Kraj jakich wiele; pełen dróg i mostów, kamieni z kamienia.
Leworęczni ludzie z którymi przyszło żyć w udziale -
pachną tabaką i naftaliną

Mówi się o solidarności naszego narodu. Jest; na meczu
Polska-Irlandia. Odeszli, ucichły rozpalone gardła, czas
znowu spauzował. Po paru dniach nie jest mi do śmiechu.
Szare niebo wbija się w skronie.
Pada.

© 1920 – 2017, Związek Literatów Polskich. Wszelkie prawa zastrzeżone.