Czytelnia

Olesia Kornienko: Błękitni, Ja i Picasso, Jak kochają elfy, Karty Tarota, Kosmitka, Leonardo, Lina

Błękitni
Umieracie w męczarniach
Lecz na wesoło.
Połykając samotność przeciwbólową
Przyjaciołom każecie uczcić waszą śmierć,
Tańcząc z własną płcią.
Dotykacie pięknego trądu,
Dumni ze swojego jestestwa
Kochacie inaczej.

Ja i Picasso
Ja i Picasso jesteśmy szaleni.
Wariactwo - słodka choroba duszy,
Lecz właśnie My - wariaci, ratujemy świat
Przed jego szaleństwem.
W tym słodkim stanie zapomnienia
Głowa jest pełna szalonych inspiracji.
Tak jak Picasso maluję
Szalone obrazy na Twej skórze.
Za pędzel służy mi Nasze pożądanie.
A Ty, mój szalony „Picasso”, napełniasz mnie
Barwami namiętności.
Wariactwo - słodka choroba duszy.

Jak kochają elfy
Jak kochają elfy?
Ich miłość jest bezkresna,
Usiana złotymi myślami.
Jest nieskazitelna niczym górski potok.
Jak mgła unosi się ku górze...
Ich śmiech rozbrzmiewa milionem
Srebrnych dzwoneczków,
Zakochani słyszą ten śmiech zasypiając.
Ich łzy omywają deszczem ziemię.
Elfy oddają swoją nieśmiertelność
W imię śmiertelnej miłości.

Karty Tarota
Chcesz? Powróżę ci z kart.
Nie umiem.
Potrafię wróżyć tylko z dłoni.
Troszeczkę.
Pełnia księżyca postawi nam tarota.
W czary nie wierzę.
Wylosujemy Kartę Księżyca,
Nawet on boi się snów.
Zobaczę kolejną – Karta Kochanków.
Są nadzy jak nasze dusze.
Ty – on rozwaga i zimny rozum.
Ja – ona mój czarnokolorowy świat.
Kochankowie wróżą miłość,
Która jedyną jest prawdą, lecz
Czym jest prawda?
Ciemnym odbiciem kłamstwa.

Kosmitka
Spadłam na ziemię z innej planety.
Czy jestem z Wenus?
A może z jeszcze nie odkrytej gwiazdy?
Tam, skąd pochodzę...
Żyję w ziemskim kokonie, krępującym istnienie.
Mówię w nieznanym języku,
Tylko nieliczni rozumieją mój dialekt.
Głowa pełna jest mgieł,
Lecz myśli moje wyprzedzają wiatr,
A w żyłach moich płynie namiętność.
Gdzie ty taką jeszcze znajdziesz?
Zawieszoną między niemożliwym, a realnością.

Leonardo
Namaluj mnie, mój Leonardo!
Namaluj mnie taką, jaka jestem.
Wybierz wszystkie kolory obecne
W moim życiu.
Ja zaufam Twoim dłoniom,
Które wyczarują wszystkie
Moje marzenia.
Namaluj mój portret pędzlem
Twojego uczucia.
Dla Ciebie będę piękna
Niby Mona Lisa.
Mój tajemniczy uśmiech
Oświetli naszą noc.
Namaluj mnie tak, mój Leonardo,
Abym dla wszystkich
Była zagadką.

Lina
Lina spleciona z Twoich doświadczeń
I moich upadków.
Lina – bezgraniczne zaufanie.
Metafizyczna cisza.
Więź między śmiercią i życiem...
Lina – ciepła dłoń Twojego spokoju.
Poranna rosa parzy palce.
Wszystko, co było, biała mgła okrywa
Płaszczem zapomnienia.
Pozostaje tylko
Lina – żyła łącząca dwa życia.

© 1920 – 2017, Związek Literatów Polskich. Wszelkie prawa zastrzeżone.