Czytelnia

Robert Rudiak: Taniec hipochondryczny I

naprzeciwko
mojej szkoły był szpital

zawsze między jedną czytanką a drugą
wywożono kogoś pod białym prześcieradłem
w czasie przerwy
pomiędzy lekcją arytmetyki a biologią
umierał ktoś na stole operacyjnym
bądź konał niezauważony
w ubikacji

patrzyłem przez okno na dymiące kominy
ojciec kolegi z którym siedziałem w ławce
był tam palaczem

palił w kotłowni poobcinane kończyny
sąsiadów z bloku
bądź całkiem obcych osób
z przedmieść

często opowiadał nam jak palą się
kobiece piersi (...)

kiedyś otrzymałem dwóję
za błędną interpretację „Królowej śniegu”
wtedy moja matka była w szpitalu
umierała na raka

patrzyłem na dym
wijący się pętlą ku górze
czekając na kolejną baśń Andersena

© 1920 – 2017, Związek Literatów Polskich. Wszelkie prawa zastrzeżone.