Czytelnia

Karol Samsel: Miasto

1. Krystyna
Gdzie jesteś Miasto? nie oszczędzałam sił.
szukałam ciebie całym światłem swojego życia.
myślałam: śmierć w Mieście jest lepsza
niż wszelki czas poza nim. cóż ważniejszego
od śmierci w Mieście powleczonym Wilgocią,
zapachem Majeranku, śpiewem Jemiołuszki,
swądem niedopalonych Bierwion? nakazywałam:
pamiętajcie o Mieście, a sama stanę się Miastem.
myślcie o nim jak o ojcu, który wrócił z frontu
ogłuszony. jak o umierającej na grypę siostrze.
Miasto nigdy nie będzie pokrwawionym chałatem.
Miasto jest elegancką kamizelką Tadeusza,
mojego brata, który odszedł ode mnie we śnie.
Jest słonecznikiem na jego krawacie. przyjmijcie
Miasto do siebie. ono już was przeczuło,
przebiło zabrudzone lustro tafty, teraz kształtuje
ciała. Koszulą, Marynarką, Spódnicą, Mankietem.
Okrycie rodzi Okrycie, Początek w Końcu,
Koniec w Początku. Gdzie jesteś Miasto?
Gdzie jesteś Powłoko? I którą mnie
zabierzesz dziś stąd pierwszą?

2. Tadeusz
Nie wierzyłem Miastu. ach, gdzie są wszyscy ci,
którzy mi uwierzyli? którzy ze mną i o mnie
walczyli przeciw Niemu? nie byłem niczemu
winny. autokar, który wywiózł mnie z Miasta,
wyjechał w ulewnym deszczu. nie miałem nawet
kurtki. tamta woda była czysta jak aromat jałowca,
a ziemia grząska jak ciało zrośnięte z powietrzem.
nie powinienem był umierać. prosiłem Miasto
o dziecko, a umarłem we śnie po powrocie
ze zbyt długiego wesela. gdzie teraz jesteś Miasto,
któremu nie wierzę? gdzie jesteś Bielino?
powiedzcie mi sami: na co Miastu skrytość,
skoro nie jest Wyspą? martwe nie łączy się z żywym
z wyrachowania. jak wszyscy, byłem młody, mówiłem
o Mieście: jesteś Pomyłką, Grą, Błędem, Barierą.
nikt tego nie rozumiał, więc powtarzałem matce.
ona często się śmiała – jej Śmiech niósł mnie dalej
jak liść berberysu. wzdłuż źródła. pod ziemię.

3. Antonina
Tabory. spaliły moje Miasto, moją Różyczkę.
dlatego się śmiałam, Śmiech otworzył mi usta
i uwolnił Obłok. Lekka jak rozbita Deszczułka,
z Maciejkami w zgrabiałych, otwartych Dłoniach,
szłam na spotkanie z pożarem Miasta, które
kocham. nie ma takiej Sonaty, nie ma takiego
Traktatu, który wtedy przyszedłby mi z pomocą.
byłam sama ze swoją miłością. po latach myślałam:
nieludzkie. to przesuwające się po Gościńcu serce,
pulsujące w rytm ognia Lampy Naftowej było wprost
nieludzkie. Bolesław powiedziałby, że to tylko
olbrzymie Przeczucie. nie należy Mu się poddawać.
nie poddajesz się Nocy ani Ciszy – mówiłby
z przekonaniem. ale któż się ostoi, gdy z gruzów
Miasta wyjdzie Szczur lub Kuna. Któż się ostoi?

4. Bolesław
Obudziłem się i wyniosłem Miasto na zewnątrz.
o własnych Siłach. o własnym Zmartwieniu.
zbyt długo niknęło w Domu pod głazami
Pasyjek. świętem Talerzy. szumem Cygara.
do dziś płaczą nad Miastem. Stanisław się modli,
ogląda meble, poprawia Aparat Słuchowy –
niewidzące Oko. wiem, Miasto, rozumiem:
umrę na Wylew. w łóżku na tym piętrze
z Tabletką wsuniętą niezręcznie między
wargi przez mojego Wnuka. to nie jest
Śmierć, Miasto, Ona mnie nie dotknie.
to Wiersz pisany na palącej się Desce.

5. Stanisław
Jak mogliście odebrać mi Miasto? jak zdołaliście
nakłonić Je, aby się ode mnie odwróciło?
Każdy dzień bez Miasta jak palący się Kąkol,
świat rozdarty na Dwoje, przez muzykę Maszyn.
gdzie moje córki, Krystyna i Teresa? Niech
ktoś po mnie powróci, niech wyjmie mi rękę
wkręconą pod Krosna. Krzyż, złoty krzyż Jezusa,
który niosłem w Procesji jak w chłopięcym Śnie.
Komunia na Ustach. Hostia na Urwisku.

6. Teresa
Odmówiłeś mi, Miasto, odmówiłeś Malwie.
usiadłam, aby napić się Wody i zdziwiona
umarłam. dla Ciebie poznałam tylko Początek,
brudny sufit Izby, szkaplerz z czarnej Bibuły.
wynagródź mi mój Głód, daj mi siebie, Miasto,
chcę kwitnąć, dojrzewać w samym sercu Głębi.

7. Andrzej
Miasto już odeszło. byłem w jego Głosie.
widziałem Deszcz i Pył. słyszałem śpiew Wilgi.
jestem nagi, Miasto. jak Ci się odwdzięczę?

© 1920 – 2017, Związek Literatów Polskich. Wszelkie prawa zastrzeżone.