Czytelnia

Elżbieta Musiał: Ars moriendi, czyli poradnik czynności nieużytecznych

16.
Słowo daję, że żyła. Ona tylko niepostrzeżenie przysiadała na brzegu
łóżka, bo myślała, że to łóżko jest jej, jak już nic bardziej
na świecie. Przecież gdzieś musiała wracać po całym dniu.
W końcu to jedna trzecia jej lepszego życia na tych
czterech nogach i kilku sprężynach.
Nigdy nie mówiła o swoich snach,
a właściwie tylko raz, ale nie chciałam uwierzyć.
Była już wtedy po całym życiu, nigdy po pracy.
Może dlatego przysiadała na rancie łóżka.

Jak dusza na ramieniu
między dniem a odlotem, do którego już
musiała się szykować od dłuższego czasu,
tylko ja tego nie zauważyłam między jednym a drugim
moim krokiem. Słowo honoru, ona była. W tym domu, ale jego
już nie ma. Stał tu, na swoim miejscu, gdzie teraz jest ziemia, która
ją nosiła. Naprawdę. Najpierw sprzed okna odeszła stara czereśnia,
tej odmiany już nie ma,
ale babcia Stefania jeszcze wtedy była.
Zgarbiona chodziła ścieżką do domu. Ścieżkę przenieśli.
Na niej postawili nowe fundamenty. Ona naprawdę była.
Jak mam to jeszcze powiedzieć?

© 1920 – 2017, Związek Literatów Polskich. Wszelkie prawa zastrzeżone.