Czytelnia

Elżbieta Musiał: Jaką fabułą musiałabym się posłużyć...

Jaką fabułą musiałabym się posłużyć,
ażebym najpierw sama uwierzyła, że mam.
Jesteśmy zbudowani podług tego samego wzoru,
naszych światów nie może więc dzielić aż tak znowu wszystko.
Od moich stygnących zwierciadeł odskakują jaszczurki światła.
Ślizgają się po lustrach, z których w chwilę potem
wyziera pustka.

Umiesz mi to wytłumaczyć?
I kto, i co uzdatni twarz, ręce? A powinny być
jasne. Dobrze, jeśli są pogodzone jak dziobiące ziemię
kury. Trzeba przyznać, że im dostał się aktorski
talent, po nich ani poznasz, że są ptakami. Jak już
pogrzebią, idą na grzędę znieść złoty interes.
Przekonaj mnie,
że oprócz ruchów robaczkowych jelita mamy coś jeszcze
do zrobienia. Ażebym przestała zwiedzać
zatęchłe arterie wątpi. I nie przegapiła
światła. I aby żalu nie było,
zanim nastąpi.

Z tomu: Ja o jednym imieniu

© 1920 – 2017, Związek Literatów Polskich. Wszelkie prawa zastrzeżone.