Czytelnia

Krystyna Konecka: Czytając 211 sonet Petrarki do Laury

Rok tysiąc trzysta dwadzieścia i siedem.
Dzień szósty kwietnia o rannej godzinie.
Wszedłem w labirynt, dotąd nie wyszedłem.
Francesco Petrarca

Rok tysiąc trzysta dwadzieścia i siedem.
Dzień szósty kwietnia o rannej godzinie.
Wszedłeś w labirynt, dotąd nie wyszedłeś,
choć z wodą Tybru siódmy wiek upływa.

Sześćset sześćdziesiąt sześć minęło kwietniów.
Prawo przypadku. Ja na Kapitolu
Gdzie Rzym ci złożył ukłon na stulecia
i wawrzynowy wieniec na twym czole.

Przez chaos świata we władzy szaleńców
swój ład próbuję ocalić sonetem
twoich rygorów wspinając się drogą.

Rozumiesz, Mistrzu – nie chodzi o wieńce.
Mądrzy mnie ganią. Ale ja niestety
- weszłam w labirynt. Dotąd wyjść nie mogę.

© 1920 – 2017, Związek Literatów Polskich. Wszelkie prawa zastrzeżone.