Czytelnia

Andrzej Gnarowski: Na białej chustce

Nie krzycz, nie trzeba – już tyle lat...
K. I. Gałczyński

Słyszałem twój krzyk. Wśród ciszy nocnej
Przez śnieg. Nie naszej ciemności
Minęło już tyle lat...

Przechodzisz przez most
Nad świętą rzeką Irrawadi
Z oczami mokrymi od deszczu. Taka
Pochmurnooka. A kiedy przystanęłaś
Nade mną – przestrzeń zamknęła się
W żółtym błocie drogi. Po której przyszłaś

„Idę do twoich oczu” – naprzeciw wschodzącemu
Słońcu. Pamięci i jej milczącego tła
Mówię do ciebie. Ale ciebie nie ma
Nawet na jednej białej chustce
„gdy księżyc wspina się na sosnę”

Odwracają się ku nie twarze. Drzewa
Fale wiatru. Usta kobiet. Chmury gradu
Ognie na Atlantyku. Krew z twojego palca

I znów noc. Z zachodu spływają
Obłoki. Długie i martwe jak cienie
Ryb głębinowych. Splątało się – gdzieś
Zmierzchało. Tam ty. A tu ja - - -

Nie krzycz. Nie trzeba. Za oknem przytulniej
W twoich rękach słoneczne zegary. W najpiękniejszym
Miesiącu sierpniu. Zagrają świerszczami pagórki
- A może wcale ich nie było. Miłości. Wierszy
Gałczyńskiego. Tylko most jak pijana gwiazda
Runął do świętej rzeki Irrawadi

© 1920 – 2017, Związek Literatów Polskich. Wszelkie prawa zastrzeżone.