Czytelnia

Leszek Żuliński: Jej sytość

Czekałem wiele lat,
żeby stanęła przede mną naga
i zaczęła bez wahania wchodzić
w mój rozszalały ogień,
żeby jej ręce w panice niezaspokojenia
dotykały mnie łapczywie,
żeby jej włosy oplatały mnie
jak bluszcz oplata altanę późnego lata,
żeby jej uda rozchylały się bezwstydnie
i wzywały mnie w ósmy krąg
Boccacia,
żeby jej pośladki uśmiechały się do mnie
jak Marilyn Monroe z lusterka,
żeby jak Joanna d’Arc płonęła
za swoje niewyrzeczenie
w tym ogniu.

Ale najbardziej czekam aż wstanie świt,
który w pełnym świetle ukaże w kąciku jej ust
zabłąkany uśmieszek sytości.

© 1920 – 2017, Związek Literatów Polskich. Wszelkie prawa zastrzeżone.