Czytelnia

Aldona Borowicz: Wieczerza

Pokój w którym mieszkam
jest najmniejszym betlejem na tej ziemi
Oczekuję tu aż przyjdą osamotnieni bogowie
z wszystkich zakątków świata i dalekich pustyń
gdzie łyżka wody z Gangesu jest jak ocean w mojej świątyni

Wreszcie przybyli trzej głodni bogowie ze swojej pielgrzymki
niosąc w głębokiej kieszeni opłatek śniegu
Budda z Kapilawastu Brahma z czterema głowami i sędziwy Allah
zasiedli do sutej wieczerzy przy pustym stole śpiewając
...przybieżeli do betlejem znikąd pasterze...
i odtąd zaczęłam odwijać ból
najpierw z rozgwieżdżonych okien
a później po kolei z każdego palca

Nagle poczułam że jestem lustrem zawieszonym
w ciemnym przedpokoju bez tlenu i żadnej wiary:
teraz przegląda się szyderczo w nim świat milionami żywych istot
i oto ja jedna z nich będąc gatunkiem homo sapiens
nie wiem nic o podwójnych dnach rzek
ani nie potrafię objąć spojrzeniem nawet dłoni
i biegnąc obok drzew zapomniałam co to jest drzewo w moim ogrodzi4e

Ze zdziwieniem krzyknęłam puste krzesło przy stole
na pustym stole umiera ryba bez wody
z ostrym nożem w płetwach
i już uspokojona usiadłam uśmiechając się do białych ścian w betlejem
zamiast do osamotnionych bogów
obok mnie nie było nikogo - bogów nie było też
bo wciąż odliczałam swoje gwiazdy - jedna dwie miliardy moich sekund
pod odległym Słońcem
i zastanawiam się dlaczego jeszcze żadna z nich nie wpadła do pokoju
by zamigotać radośnie żywym okiem na pustym stole
przy żadnej wieczerzy

© 1920 – 2017, Związek Literatów Polskich. Wszelkie prawa zastrzeżone.